Józef Piłsudski 30 lipca 1919 r. podjął decyzję o częściowej demobilizacji Błękitnej Armii. Obóz w Nieborowie był miejscem internowania tych żołnierzy, którzy czekali na zaopatrzenia demobilizacyjne, ubrania cywilne, dokumenty i pieniądze. Do wiosny 1920 r. zdemobilizowano ostatnią grupę żołnierzy.
W czasie pobytu w okolicach Skierniewic i w Skierniewicach Adam Jagodzki poznał Stefanię Dominiak.
Czasy były niespokojne. Trwała wojna o wschodnie granice Polski, życie toczyło się jakby szybciej. Na życiowe decyzje było mniej czasu. I tak niedawni znajomi podjęli decyzję o ślubie, który odbył się w Skierniewicach 28.02.1921 r.
Pierwszy syn Aleksander Stanisław Jagodzki urodził się w Skierniewicach 2.11.1922 r. Po urodzinach pierworodnego Adam Jagodzki z żoną i synem w 1923 r. przeprowadził się w swoje rodzinne strony do Żnina, gdzie również mieszkał jego rodzony brat Józef Jagodzki.
Józef Jagodzki, działacz społeczny, czynny w organizacjach „Sokół” i „Bractwo Kurkowe”, był królem kurkowym w latach 1928–1929. Z zawodu cukiernik, był właścicielem dużej restauracji i cukierni. Jego syn Mieczysław uczestniczył w powstaniu warszawskim, walczył w batalionie Chrobry II i był kawalerem orderu Virtuti Militari.
Józef Jagodzki zasłynął z procesowania się z władzami skarbowymi w sprawach podatkowych, których nie chciał płacić, powołując się na przywilej Króla Jana III Sobieskiego o zwolnieniu z podatków królów kurkowych. Proces przed najwyższym sądem administracyjnym trwał do wybuchu wojny. Ta sprawa rozsławiła go w całej Polsce – większość gazet opisywała ten proces, w tym Kornel Makuszyński.
Józef zmarł w Żninie 19.03.1948 r., pochowano go w grobie rodzinnym.
(...)
W roku 1923 Adam Jagódzki ściągnął do Żnina żonę Stefanię z Dominiaków z synem Aleksandrem Stanisławem urodzonym w Skierniewicach.
Następne dzieci urodziły się już w Żninie. Drugi syn Jan przyszedł na świat 23.11.1924 r. Uzdolniony dziesięcioletni chłopiec tragicznie stracił życie, topiąc się w wodach żnińskiego jeziora 13.05.1934 r. Tragedia była tym większa dla rodziców, że wszystko działo się na oczach matki i w obecności ojca, który ratował bliżej topiącego się Aleksandra. Trudno wyobrazić sobie ból i przeżycia matki Stanisławy, a także poczucie winy ojca.
W roku 1927 urodził się następny syn, ale żył tylko rok.
Smutek rodziców być może ukoiły narodziny następnych dzieci:
Życie rodziny Adama i Stefanii upłynęło przez 17 lat w Żninie w spokoju i dostatnim życiu. Adam Jagodzki w tym okresie udzielał się społecznie i politycznie.
Niemcy ze Żnina systematycznie wysiedlali Polaków. Rodzinę z matką w żałobie po mężu i synu oraz trójką pozostałego rodzeństwa bezwzględnie wysiedlono do tzw. Generalnej Guberni.
W roku 1942 pociągiem przez Bydgoszcz, Kutno i Łowicz, z dobytkiem w plecakach uszytych z płótna żaglowego, po prawie dobowej tułaczce dojechali do Skierniewic już po godzinie policyjnej. Matka z trojgiem dzieci była z dworca Skierniewice eskortowana przez żandarmerię do domu przy ulicy Rynek 30, należącego do wujostwa Stanisławy i Walentego Kuchnów.
Rodzina Jagodzkich została przyjęta – jak wspomina Jan K. Jagodzki – z otwartym sercem, polską gościnnością, a także solidarnością, jaka łączyła rodziny w okresie wojny.
Przybyli do Skierniewic z dobytkiem, który mieścił się w plecakach matki i trojga dzieci, ale pozycja i wpływy przedwojenne ojca Adama Jagodzkiego, a głównie pieniądze stryja Józefa, umożliwiły przyjaciołom rodziny przechowanie części ich dobytku, a następnie wysłanie go w dwóch wagonach towarowych do Skierniewic.
Mimo licznych strat, także w transporcie, Stefania Jagodzka dysponowała zaoszczędzonymi zasobami materialnymi. Ocalało wyposażenie domu, przedmioty codziennego użytku, odzież i pamiątki rodzinne.
Rodzina Jagodzkich zamieszkała obok, przy ulicy Rynek 29, w pokoju użyczonym przez Stanisławę i Walentego Kuchnów. Docelowo, po likwidacji restauracji po wojnie, Jagodzcy zamieszkali w lokalu po Stanisławie i Walentym pod tym samym adresem – Rynek 29.
Mieszkanie składało się z kuchni, korytarza, dwóch pokoi i piwniczki.
Kuchnowie przeprowadzili się do lokalu zwolnionego po restauracji przy ulicy Rynek 30.
Rodzinie Jagodzkich dzięki pomysłowości i zmysłowi organizacyjnemu Stefanii Jagodzkiej z Dominiaków, wdowie z trójką dzieci, szybko udało się zaadaptować do nowych warunków i ułożyć życie rodziny w Skierniewicach.
Stefania wychowywała dzieci, prowadziła dom, zawierała nowe znajomości i przyjaźnie.
Ze wspomnień Jana K. Jagodzkiego przytoczę dwie powojenne przyjaciółki ciotki Stefani, które pamiętam jak przez mgłę jako dystyngowane starsze panie. Odwiedzały dom Stefanii, bywały i u babci Stanisławy. Zdarzało się, że wspólnie z Jankiem Jagodzkim odwiedzaliśmy mieszkanie Pani Michelis, donosząc podręczne zakupy (pieczywo).
Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:
Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduję się w powyższym dokumencie.