Ze wspomnień Jana Kazimierza Jagodzkiego wyłania się postać Marii Michelis – jednej z najbliższych powojennych przyjaciółek Stefanii Jagodzkiej.
Autor wspominał, że jako dziecko często odwiedzał jej mieszkanie, przynosząc drobne zakupy. Maria Michelis wywodziła się z rodu Klawerów, spokrewnionego z hrabiami Beneventu i Andegawenami. Była świadoma swojego pochodzenia i pieczętowała się rodowym herbem.
W czasie wojny jej rodzina utraciła majątek na Ukrainie i przeniosła się do Warszawy. Losy Marii Michelis i Stefanii Jagodzkiej splotły się tragicznie. Syn Marii, Jerzy Michelis, żołnierz Armii Krajowej, został rozstrzelany na Pawiaku. Aleksander Jagodzki został stracony po procesie w Berlinie. Powstanie Warszawskie pozbawiło Marię Michelis całego majątku, a Stefanię Jagodzką wysiedlono z Wielkopolski.
Jan Jagodzki wspominał:
„Matka wspierała Panią Marię ze wszystkich sił, ale my wtedy dzieci wynieśliśmy z tej przyjaźni ogromne korzyści, bo Pani Michelis była postacią ze wszech miar niezwykłą. Charakteryzowała się wielką kulturą, a także naturalną dobrocią – te cechy współbrzmiały z piękną postacią i wykwintnymi manierami”.
Autor wspominał także niewielkie mieszkanie przy ulicy Marszałka Piłsudskiego, w którym panowała niezwykła atmosfera,
a także spotykanych tam ludzi związanych z dawnym światem ziemiaństwa i inteligencji.
Nie sposób pominąć Pani Marii Michelis, osoba ta wymaga krótkiego wprowadzenia. Pani Maria wywodziła się z rodu Klawerów, spokrewnionego z hrabiami Beneventu, a dalej z Andegawenami i była świadoma swego rodowodu, pieczętowała się herbem, w którym klejnot stanowiła pięciolistna koniczyna. Przeglądając wiele swoich herbarzy, nie znalazłem takiego herbu, co dowodzi, że nie pochodził
z Polski, a pamiętam go dobrze, bo jej sygnetem uczyłem się w żółtym laku wyciskać pieczecie. Ciekawostką jest z pewnością fakt, że z jej przodków wywodził się Św. Piotr Klawer (1581–1654).
W latach 20., w czasie wojny, jej rodzina musiała opuścić majątek ziemski na Ukrainie i zamieszkała
w Warszawie. Te dwie kobiety wiązały wspólne losy, syn Pani Marii, Jerzy Michelis, żołnierz AK został rozstrzelany za Pawiaku, Aleksander Jagodzki, po procesie w Berlinie, został ścięty toporem w Alt Moabit. Panią Michelis, Powstanie Warszawskie pozbawiło całego dobytku, moją matkę wysiedlili faszyści z Wielkopolski. Matka wspierała Panią Marię ze wszystkich sił, ale my wtedy dzieci wynieśliśmy z tej przyjaźni ogromne korzyści, bo Pani Michelis była postacią ze wszech miar niezwykłą. Charakteryzowała się wielką kulturą, a także naturalną dobrocią – te cechy współbrzmiały
z piękną postacią i wykwintnymi manierami, była wzorem definicji, jaką już chyba gdzieś napisałem, że „frak leży dobrze dopiero w którymś tam pokoleniu”. Mieszkała przy ul. Marszałka Piłsudskiego,
w malutkim mieszkaniu, gdzie na każdym kroku odczuwało się inność, a szklanka herbaty smakowała jak zaczarowany napój. Bywając często w tym domu, spotkałem niezwykłych ludzi, jak np.:
Pani Mazaraki „Babunia”, była już wtedy właścicielką majątku w Żelaznej, która bez bojaźni krytykowała władze Polski Ludowej, co było surowo karane, ale ta staruszka niczego się nie bała –
z tego powodu utrwaliła się w mojej pamięci.
Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:
Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduję się w powyższym dokumencie.