Stanisław Żelechowski urodził się 7 listopada 1900 r. Był jednym z sześciorga dzieci Wiktora i Małgorzaty ze Zdrojewskich. Dorastał w podskierniewickiej wsi zwanej Skierniewką Prawą zamieszkanej przez podobnych mu rówieśników z kolejarskich rodzin, które zasiedliły prawą stronę rzeki Łupi czy jak inni ją nazywali Skierniewki. Był to rejon dzisiejszej ulicy Łowickiej.
Z biegiem czasu kolejarze osiedlali się na pobliskich Bielanach i Czerwonce będących wtedy słabo zaludnionymi przedmieściami, w rejonach dzisiejszych ulic Bielańska, Nowobielańska i Skłodowskiej. Stasio uczęszczał do powszechnej szkoły ludowej. Przełom XIX i XX w., w tym lata nauki chłopca, były ze względu na politykę władz rosyjskich okresem bardzo niebezpiecznym dla Polaków. Istniało zagrożenie wynarodowienia, pozbawienia poczucia tożsamości i przynależności narodowej. Jednak patriotyczne domy polskie oparły się tym zamiarom. Rodzice i dziadkowie kształtowali postawy młodzieży. W domach czytano zakazaną przez carat literaturę, wpajano wartości patriotyczne, dbano o język, kulturę i obyczaj. Tak samo było w domu Żelechowskich. Do dziś z tamtego czasu pozostały w rodzinnym domu XX-wieczne wydania Królobójców Gąsiorowskiego, Trylogii Sienkiewicza, powieści Kraszewskiego…. oraz wspomnienia z powstania styczniowego. Kiedy Stanisław miał 13 lat, zmarł mu ojciec, więc na nim jako najstarszym spoczęła opieka nad rodzeństwem. Wkrótce rozpoczęła się wielka wojna, która w znacznym stopniu dotknęła Skierniewice i pobliskie miejscowości.
Jesienią 1914 r. Niemcy zajęli Skierniewice. Jednak na krótko. Po 3 tygodniach kontratak Rosjan doprowadził do odzyskania Skierniewic i ustabilizowania się frontu na pobliskiej rzece Rawce. Przed wycofaniem się, Niemcy zniszczyli skierniewicką stację kolejową. Część budynków spalili, a część jak parowozownie i most na Łupi wysadzili w powietrze. Przerażeni mieszkańcy Skierniewki i Bielan uciekli na pola i do lasu, bojąc się wrócić. Dopiero chłody spowodowały decyzje o powrocie. Wkrótce nadeszli Rosjanie, którzy od razu przystąpili do odbudowy węzła kolejowego. Jednakże i ich obecność nie trwała zbyt długo. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia 1914 r. kontrofensywa niemiecka odrzuciła Rosjan za linię rzeki Rawki i rozpoczęła się długa wojna pozycyjna, nękająca zarówno obie strony konfliktu, jak i miasto, w którym kwaterowały wojska armii Kajzera. Przedmieścia Skierniewic położone po północnej stronie linii kolejowej znajdowały się pod kontrolą aprowizacyjną Niemców, którzy stale poszukiwali tam jedzenia i samogonu.
Na te tereny zapuszczały się również patrole kozackie, zdarzały się i dalekie ostrzały rosyjskie. To wszystko powodowało, że okoliczna ludność żyła w ciągłym strachu. Dopiero wyparcie Rosjan w drugiej połowie 1915 r. poza Warszawę, względnie uspokoiło sytuację. Mieszkańcy naprawiali domostwa i szukali pracy. W dobrej sytuacji byli kolejarze, którym łatwiej było znaleźć pracę na węźle skierniewickim, tym razem pod władzą niemiecką. Zima z 1915 na 1916 r. i przednówek były wyjątkowo ciężkie. Jednak solidarne rodziny kolejarskie jakoś sobie radziły. Bez tej pomocy liczna rodzina Żelechowskich pewnie by nie przetrwała.
Patriotyczne wychowanie sprawiło, że latem 1918 r. 18-letni wówczas Stanisław zgłosił się do por. Bolesława Pawłowskiego komendanta POW (Polskiej Organizacji Wojskowej) w Skierniewicach i został wcielony do jednej z drużyn strzeleckich. Jedenastego listopada był jednym z ok. 200 osób rozbrajających Niemców. Nocą z 11 na 12 listopada pełnił wartę przed pocztą, by już 21 listopada zaciągnąć się do nowo powstałego Wojska Polskiego. Jako Peowiak został wcielony do 8. kompanii 2. batalionu 30. Pułku Piechoty Ziemi Łowickiej przemianowanego w 1919 r. na 30. pułk Strzelców Kaniowskich.
Z pułkiem tym złożył 18 grudnia przysięgę na rynku w Skierniewicach i 2 stycznia 1919 r. wyruszył koleją przez Lublin na front polsko-ukraiński. Dziewiątego stycznia przybył na stację kolejową w Dobrosinie położoną między Rawą Ruską a Żółkwią, gdzie jego batalion po wyładowaniu się, wszedł w skład samodzielnej brygady płk. Mieczysława Kulińskiego idącej na odsiecz Lwowa. Brygada zabezpieczała szlak kolejowy. Jedenastego stycznia stoczył pierwszą walkę pod Kulikowem, gdzie jego 8. kompania pod dowództwem por. Zygmunta Kostkiewicza stoczyła w obronie miasta heroiczny bój z Ukraińcami. Po wielogodzinnym boju w okrążeniu i braku łączności z dowództwem oraz po wyczerpaniu amunicji kompania wycofała się.
Po kilkudniowym marszu przez nieznany teren w stałym zagrożeniu ukraińskimi atakami przebili się do Lwowa i połączyli z macierzystym batalionem. Następną walkę w sile II Batalionu stoczyli 18 stycznia na przedmieściach Lwowa, jakimi były wsie Kulparków i Persenkówka. Batalion okopał się pod Zimną Wodą (Kaltwasser) położoną kilka kilometrów na zachód od Lwowa i w zimowych mroźnych warunkach przez dwa miesiące odpierał ataki, podczas których często dochodziło do starć na bagnety. Żołnierze nabrali doświadczenia i przyzwyczaili się do trudnych polowych warunków. Niestety znacznie wpłynęło to na zdrowie Stanisława i spowodowało zapalenie płuc. Został odesłany na tyły do szpitala wojskowego.
Po wyleczeniu przydzielono go do I Batalionu kpt. Wiktora Muszyńskiego i razem z nim w końcu maja, już jako kapral, wyjechał ponownie na front ukraiński i przybył koleją do Przemyślan. Wkrótce rozpoczęto walki z wycofującymi się wojskami ukraińskimi: pod Przemyślanami, Wypyskami i Brzeżanami, gdzie 16 czerwca wraz z 3. Dywizją Piechoty Legionów zatrzymano kontratak ukraiński. Żołnierze byli spychani, ale odzyskiwali teren uporczywymi kontratakami. Dwudziestego czerwca na skutek wyczerpującej się amunicji Polacy zostali zmuszeni do odwrotu. Polskie wojsko wycofało się z Brzeżan 21 czerwca przed świtem, po 5 dniach ciężkich walk. Pułk kontynuował walki pościgowe w Karpatach pod Stanisławowem, Niżniowem, aż do zdobycia 18 lipca stacji kolejowej w Iwanie Puste wraz z kilkoma parowozami i ponad stu wagonami z amunicją i prowiantem. Tego samego dnia dotarli do rzeki Zbrucz, gdzie pełnili wartę na linii demarkacyjnej do października 1919 r. W połowie października zostali przerzuceni na Wileńszczyznę, na front Litewsko-Białoruski do walki z bolszewikami.
Rankiem 2 listopada pułk skoncentrował się w miejscowości Ostrów, by wyprzeć Rosjan z rejonu jeziora Szo w Puszczy Hołubickiej. Trzeciego listopada, przy mroźnej pogodzie, przeprowadzili atak na Kopyłowszczyznę. Po południu zajęli Starzynę i Dolce, gdzie pojmano do niewoli sowiecki sztab 464. pułku piechoty. W połowie listopada żołnierze 30. pp zostali wycofani do Berezyny na odpoczynek, gdzie kwaterowali do 14 grudnia. Następnie ponownie skierowano ich na front w rejon Lepela, a 7 stycznia 1920 r. przerzucono ich dalej na północ, nad rzekę Dźwinę w rejon miejscowości Dzisna, gdzie w trudnych mroźnych warunkach strzegli tymczasowej granicy. Było to bardzo trudne zadanie, ponieważ Rosjanie każdego dnia atakowali polskie pozycje, przechodząc rzekę po lodzie. Stanisław często wspominał nie tylko sowietów, ale i wilki podchodzące blisko polskich pozycji. W rejonie Dzisny pozostali do 29 marca, kiedy to zostali zluzowani i przeniesieni do Wilna na zasłużony odpoczynek. Tuż przed przeniesieniem Stanisław Żelechowski został po raz pierwszy ranny, o czym pisał w swoim życiorysie. Wspominał także, że podczas walk dostał postrzał w brzuch. Rana taka zazwyczaj okazywała się śmiertelna. Szczęśliwie kula zatrzymała się w ładownicy, przebijając znajdujące się tam łódki nabojowe wraz z łuskami. Przestrzeloną łódkę wraz z pociskami nosił ze sobą „na szczęście” aż do niewoli sowieckiej.
Na front powrócili 19 maja zaalarmowani zbliżającą się ofensywą bolszewików, którzy przełamali polską obronę pod Połockiem. Po przybyciu koleją do Ignalina, w upale i trudnych warunkach terenowych, dotarli do miejscowości Twerecz, a następnego dnia do Siemianowicz. Przez kilka dni bronil miejscowości Bielki, gdzie bolszewicy starali się przełamać polską obronę intensywnym ostrzałem artyleryjskim i walką wręcz. Bielki przechodziły z rąk do rąk. Dwudziestego ósmego maja walki przerodziły się w krwawe starcia z przeważającymi silami nieprzyjaciela. Podczas jednego z ostrzałów artyleryjskich wybuchający za plecami szrapnel ranił Stanisława Żelechowskiego.
Wspominał on później o dziurach w plecach, oderwanym kawałku ucha i ranie w głowie, na skutek której stracił przytomność. Pułk pod naporem nieprzyjaciela wycofał się nad rzekę Dzisnę, pozostawiając zabitych i rannych. Stanisław Żelechowski jako ranny został pojmany przez żołnierzy rosyjskich.
Po zgromadzeniu kilkunastu jeńców sowieci kazali im kopać dół, na pytanie — po co? usłyszeli — „Na tiebia, nie imiejesz?”. Jeńcy kopali dół i płaka-
li, wiedząc, że zaraz będą martwi. Tuż przed rozstrzelaniem zjawił się jednak jakiś sowiecki oficer na koniu, który nakazał Polakom dołączyć do kolumny jenieckiej. Było to 28 maja 1920 r.
Stanisław wspominał, że podczas niewoli wielokrotnie był świadkiem „śledztw” sowieckich, kiedy to komisarze sprawdzali dłonie jeńców. Jeśli nie były spracowane, pomimo że jeniec miał na sobie mundur szeregowca i zapewniał, że jest zwykłym żołnierzem, znaczy był winien bycia „białym panem”. Żołnierze ci znikali i nigdy nie wracali, tajemnicą poliszynela było, że byli mordowani. Stanisław Żelechowski przeszedł niewolę w obozach w Kostromie (ok. 450 jeńców) i Piotrogrodzie (Petersburgu) (ok 600 jeńców).
Jeńcom odbierano mundury i rzeczy osobiste. Warunki w obozach były bardzo złe. W barakach nie było szyb, spali na ziemi lub pryczach. Raz w miesiącu przysługiwała im łaźnia. Otrzymywali pół funta (20 dkg) chleba dziennie, zgniłą kapustę, czasem wodnista zupę. Konsekwencją niedożywienia i braku higieny był brud, plaga wszy i pluskiew, co wywoływało tyfus. Wielu jego kolegów zmarło. Szerzyła się agitacja komunistyczna, której najszybciej poddawali się Żydzi, wydając oficerów i kolegów za iluzoryczne przywileje. Stanisław wspominał, że wraz z jeńcami zostali spędzeni na plac w Petersburgu, gdzie przemawiał do nich Lenin. Tragiczne obozowe warunki, a także patriotyzm żołnierzy powodował ich ucieczki. Były one ułatwione z powodu bałaganu administracyjnego, przekupstwa wartowników i pomocy zwykłych Rosjan.
Żołnierze piechoty i artylerii nie byli pilnowani tak jak było to z kawalerzystami czy hallerczykami. Stanisław Żelechowski uciekał trzy razy. Niestety nie miał szczęścia. Za każdym razem trafiał na tzw. zagraditielne otriady wyłapujące jeńców. Po podpisaniu 18 marca 1921 r. traktatu pokojowego rozpoczęły się zwolnienia jeńców. Stanisław odzyskał wolność 7 maja 1921 r. i głównie pieszo dotarł do Polski. Tak jak każdy z powracających jeńców został poddany 14-dniowej kwarantannie sanitarnej. Następnie rozpoczęły się żmudne wypytywania o tożsamość, okoliczności pojmania i niewolę. Był jednym z 35 500 żołnierzy, którym dane było wrócić z niewoli do kraju. Według szacunków ok. 2 tys. zdecydowało się pozostać w Rosji. Nieznany jest natomiast los 6500 żołnierzy, którzy na zawsze pozostali w obcej ziemi. Po zameldowaniu się w Komendzie Uzupełnień w Skierniewicach jako kilkukrotnie ranny został zwolniony do rezerwy 25 listopada 1921 r.
Po rekonwalescencji, 5 kwietnia 1922 r., znalazł zatrudnienie, podobnie jak wcześniej jego ojciec, w Polskich Kolejach Państwowych. Jesienią 1923 r. rząd Polski powołał wszystkich kolejarzy do wojska, od tej pory kolejarz był traktowany jak żołnierz, a porzucenie pracy traktowane było na równi z dezercją. Stopień kaprala ułatwił Stanisławowi nieco drogę awansów. Jako pracownik PKP przeszedł przez wszystkie stanowiska kolejarskie. Był, jak wynika z jego życiorysu — pracownikiem kolei, konduktorem, maszynistą i wreszcie kierownikiem pociągu. Powstałe w 1926 r.
Polskie Koleje Państwowe z biegiem czasu zyskiwały opinie rzetelnego przewoźnika, pociągi słynęły z punktualności, a zawód kolejarza cieszył się estymą i powszechnym zaufaniem.
W 1924 r. okrzepły już po powrocie z wojny i niewoli Stanisław wstąpił w związek małżeński z Marianną Cybulską, córką Marcina również skierniewickiego kolejarza.
Małżonkowie kupili działkę od gospodarza Maliny położoną przy ul. Nowobielańskiej 14 dziś 20, gdzie zbudowali drewniany dom.
Tego samego roku urodziło się ich pierwsze dziecko Leszek Zygmunt (1924–1971), następnie Maria Teresa (1928–2004), a potem Hanna Zofia (1933–1998) moja mama. Lata międzywojnia biegły rodzinie na ciężkiej pracy i wychowywaniu dzieci. Stanisław Żelechowski 1 lutego 1938 r. wstąpił do Związku Ochotników byłej Armii Polskiej oddział w Skierniewicach, gdzie figuruje pod nr 85. Według opinii prezesa związku „cieszył się opinią bardzo dobrą i był chętny do pracy społecznej”. Ten przedwojenny związek był organizacją o charakterze wojskowym. Jego zadaniem było szerzenie wiedzy wojskowej, utrzymywanie łączności z armią, organizowanie kursów ochrony przeciwgazowej i przeciwlotniczej, szerzenie kultury fizycznej. Zamierzeniem była pomoc prawna i materialna członkom, zwłaszcza nadanie im praw weteranów i przyznanie odznaczeń ochotniczych za wojnę w latach 1918–1921.
Zaawansowane były prace nad wprowadzeniem umundurowania weteranów wzorowanego na mundurach powstańców styczniowym. Niestety śmierć wielkiego orędownika ochotników wojskowych i ich praw – Józefa Piłsudskiego – a następnie II wojna światowa zaprzepaściły szczytne cele związku. Ochotnicy nigdy nie otrzymali należnych im praw i odznaczeń, ale we wrześniu 1939 r. stanęli znów w obronie Ojczyzny.
Do września 1939 r. Stanisław pracował na kolei jako maszynista. Bombardowania węzła kolejowego i okolicy spowodowały panikę wśród mieszkańców Bielan, którzy uciekli do lasów bolimowskich. Nie jest znana historia Stanisława w pierwszych dniach września. Z pewnością był na swoim kolejowym posterunku, ponieważ swoją rodzinę odnalazł dopiero po kilku dniach w Budach Grabskich. Po zainstalowaniu administracji niemieckiej, wszyscy kolejarze stali się pracownikami Ostbahnu, czyli niemieckiej kolei wschodniej. Kiedy ustały działania wojenne w okolicach Skierniewic, we wrześniu 1939 r. Stanisław, podobnie jak i niektórzy jego koledzy z pracy, włączył się w powstającą konspirację antyniemiecką, wstępując do Komendy Obrońców Polski (KOP), pierwszej organizacji niepodległościowej utworzonej w czasie okupacji. Do organizacji został wciągnięty przez swojego kolegę Zygmunta Kempińskiego. KOP powstał z inicjatywy oficerów elitarnego Korpusu Ochrony Pogranicza, stąd identyczny skrót. Być może pracownicy kolei jako żołnierze mieli z nim bliski kontakt? Może byli częścią jego siatki? W każdym razie stanowili dość liczną grupę konspiratorów. Od samego początku okupacji komenda zajmowała się wywiadem, a wkrótce wydawaniem i kolportażem gazetki „Polska Żyje”. To w niej jako pierwszy ukazał się Dekalog Polaka Zofii Kossak-Szczuckiej, wzywający wszystkich do patriotyzmu i przyzwoitego zachowania.
...Jam jest Polska, Ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z której wzrosłeś.
Wszystko, czym jesteś, po Bogu mnie zawdzięczasz.
1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.
2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.
3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.
4. Czcij Polskę, Ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.
5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.
6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.
7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.
8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.
9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.
10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej dorobek i Majestat.
Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.
Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego.
Z pewnością polscy kolejarze zachowywali się przyzwoicie i patriotycznie. Już na początku 1940 r. w strukturach KOP został utworzony Wydział Kolejowy. Na początku okupacji Niemcy pozostawili personel kolejowy, stąd organizacja wykorzystała jego potencjał. Celem wydziału było przemycanie ludzi i przesyłek przez granicę Generalnej Guberni. Punktem kontaktowym dla skierniewickich kolejarzy było mieszkanie w Warszawie przy ul. Częstochowskiej. Oddział ze Skierniewic wchodził w skład grupy „Turkusa” Zygmunta Malanowskiego, która obejmowała m.in. Grójec, Kutno, Łowicz, Skierniewice i Żyrardów oraz podwarszawskie miejscowości Rembertów, Sulejówek i Wawer. Niestety już w marcu 1940 r. Gestapo wpadło na trop konspiracji. Najpierw w Toruniu, a następnie w Warszawie, skąd było już blisko do skierniewickiego oddziału. W ręce Niemców wpadł również skierniewicki przedwojenny podoficer, szef propagandy, Gracjan Brzostek. W śledztwie nie wydał nikogo, wywieziony do Oświęcimia został tam zamordowany. Szczęśliwie na nim urwały się nici prowadzące do jego kolegów. Niestety Gestapo domyśliło się udziału kolejarzy w konspiracji.
Część z nich została wysłana na roboty do Niemiec, a część, jak Stanisław Żelechowski, do wyrębu w lasach Bolimowskich. To ocaliło mu po raz drugi życie. Z robót w Rzeszy prawie nikt z jego znajomych nie wrócił. Czy podejmował wówczas działania konspiracyjne? Nie wiadomo, choć pewnie tak, do końca pozostał wierny przysiędze. Czy wiedział o udziale w podziemiu swojego syna Leszka? — z pewnością. Czy syn wiedział, o tym co robi jego ojciec? — raczej nie. Ciężka, ale i w miarę bezpieczna praca w lesie pozwoliła Stanisławowi być blisko rodziny, opiekować się nią i tak przetrwali okupację.
Piątego maja 1941 r. kolejarze skierniewiccy zostali przywróceni do pracy.
Najprawdopodobniej wiązało się to z brakiem wykwalifikowanych pracowników kolejowych. Pozwoliło to znów na włączenie się kolejarzy w ruch oporu, by „niemieckie koła, które miały toczyć się do zwycięstwa”, toczyły się bardzo powoli przerywane „awariami” sprzętu. Po zakończeniu wojny Stanisław Żelechowski już od 19 stycznia ponownie został zatrudniony w PKP, gdzie pracował jako kierownik pociągu, do emerytury, na którą przeszedł 30 listopada 1960 r.
W 1950 r. został aresztowany przez UB w sprawie swojego syna Leszka, żołnierza WiN. Zwolniono go po kilku dniach śledztwa, nie potrafiąc połączyć faktu bycia ojcem z działalnością syna przebywającego wtedy na studiach w Łodzi.
Stanisław utrzymywał cały czas kontakty ze środowiskiem kolejarskim, uczestnicząc w spotkaniach i pielęgnując przyjaźnie. W latach 1975–1980 wybudował nowy dom przy Nowobielańskiej 20. Często opowiadał o wojnie z lat 1919–1920, choć nigdy nie chciał mówić nic o swoim udziale w KOP.
Może minęło wtedy zbyt mało czasu od konspiracji? Może wiązała go ciągle przysięga? Może bał się o rodzinę, która do końca lat 70. odczuwała „opiekę” SB? Stanisław Żelechowski, mój dziadek, peowiak, żołnierz wojny polsko-sowieckiej, konspirator KOP zmarł po długiej chorobie serca 21.01.1986 r. Pochowany został w grobie rodzinnym na cmentarzu św. Józefa w Skierniewicach, na którym spoczywał już jego syn Leszek, niedaleko symbolicznego grobu Gracjana Brzostka.
Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:
OJCIEC I SYN, HISTORIA STANISŁAWA I LESZKA ŻELECHOWSKICH - Jacek Stępowski
Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduje się w powyższym dokumencie.