Wróć do listy Biografii Skierniewiczan

Jestem dumny

Źródła bibliograficzne:

03 sierpnia 2026

Żelechowski Leszek Zygmunt

Leszek Żelechowski urodził się 18.12.1924 r. na skierniewickich Bielanach w kolejarskiej rodzinie Marii i Stanisława, ochotnika Armii Polskiej 1919 r.  żołnierza KOP. Mając siedem lat, rozpoczął naukę w Szkole Powszechnej nr 4. Była to tzw. szkoła kolejowa mieszcząca się w dawnym dworcu carskim. W trakcie nauki wstąpił do gromady zuchowej, a potem do 32.

Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej im. płk. Lisa Kuli. W 1937 r. ukończył 6 klas i kontynuował naukę w Państwowym Gimnazjum i Liceum im. B. Prusa. Do wybuchu wojny ukończył 2 klasy.

W pierwszych dniach wojny 1939 r. pełnił służbę w Harcerskim Pogotowiu Wojennym, które pomagało poszkodowanym mieszkańcom Skierniewic, strażakom i posterunkom wojskowym. Wraz z wkroczeniem wojsk niemieckich do Skierniewic ZHP przerwało jawną działalność. W grudniu 1939 r. Leszek, mając 15 lat i będąc harcerzem MDH, został wciągnięty przez swojego starszego kolegę Stanisława Jackowskiego do powstałych we wrześniu 1939 r. Szarych Szeregów — kryptonimu ZHP. Został przydzielony do drużyny Tadeusza Skrzypka ps. „Kot”. Wyrośnięty chłopak często brany był za starszego niż wyglądał. Na początku konspiracji Leszek Żelechowski przyjął pseudonim „Sokół”.

W trakcie okupacji zatrudniony był w firmie „Menck, Kruger i syn”. Była to zbiornica/hurtownia jaj i drobiu. Przez kolegów nazywany był „tłuczkiem”, ponieważ często tłukł jajka, sabotując ich wysyłkę dla Niemców.

W konspiracji był najpierw zastępowym, a potem sekcyjnym. Od stycznia 1942 r. Szare Szeregi zostały scalone z ZWZ/Armią Krajową, a z zastępu MDH im. Lisa Kuli utworzono oddział Łączności i Ochrony Sztabu. Oddział zajmował się łącznością kurierską miedzy komórkami AK w Skierniewicach oraz Łowiczem, Żyrardowem i Warszawą, przenosząc meldunki, kolportując prasę podziemną oraz materiały szkoleniowe. W Oddziale był dowódcą drużyny gońców, a w styczniu 1944 r. został zastępcą dowódcy Oddziału Kazimierza Markiewicza „Pika”. Oddział ochraniał m.in. wsie Janisławice, Jeżów, Głuchów i Rogów, w których, w ramach tajnego nauczania, nauczyciele szkół średnich prowadzili egzaminy.

W 1943 r. po ukończeniu Szkoły Podchorążych Szarych Szeregów „Agrikola” w Pszczelinie k. Brwinowa został zaprzysiężony jako kapral podchorąży. Brał udział w akcji na skierniewicki Arbeitsamt, czyli: w spaleniu akt personalnych osób przeznaczonych do wywózki na teren Niemiec, rozbrajaniu żandarmów, karceniu folksdojczów, w wysadzeniu pociągu pod Rogowem wiozącym sprzęt wojskowy — w sierpniu 1944 r. podczas akcji „Wieniec”, następnie w potyczce w Lasach Bolimowskich z żandarmerią. Jego oddział został włączony jako oddział dyspozycyjny do Kedywu KG AK w Warszawie.

Najistotniejszą rolę odgrywał jednak jako oddział ochrony skierniewickiego sztabu. Niestety działania te do dziś owiane są tajemnicą. Jedenastego listopada 1944 r. otrzymał awans na sierżanta podchorążego, najwyższy stopień przedoficerski. Kilka lat okupacji i konspiracji zetknęło go z brutalnością codziennego życia. Stracił bliskich kolegów. Pchor. Wojciecha Bednarczyka ps. „Piorun”, Stefana Drążkiewicza ps. „Murzynek”, brata swojej narzeczonej Edwarda Szafera ps. „Hala”, a w końcowych dniach okupacji swojego kuzyna Stefana Wudarskiego ps. „Żart”.

Dziewiętnastego stycznia 1945 r. Armia Krajowa została rozwiązana. Kilka dni po zakończeniu okupacji niemieckiej i opanowaniu Skierniewic przez wojska i administrację sowiecką NKWD rozpoczęło aresztowania żołnierzy AK. W nocy z 19 na 20 stycznia sowieckie NKWD, prowadzone przez zdrajcę, aresztowało prawie cały sztab skierniewickiego obwodu. Oddział Łączności i Ochrony Sztabu nie miał szans na reakcję. Głównie z tego powodu, że zdrajcą był jeden z jego żołnierzy Wiktor Walczak ps. „Igor”, Leszkowi udało się uniknąć aresztowania i wywiezienia na Sybir, ponieważ szczęśliwie nie nocował wtedy w domu. Tuż po wejściu Rosjan zmagazynował poniemiecką broń, którą udało mu się ukryć przy ul. Nowobielańskiej i Jasnej oraz poakowskie materiały wybuchowe i granaty oraz amunicję.

Siedemnastego stycznia 1945 r. razem z dwoma kolegami zabrał z Huty Szklanej: CKM, 2 Pepesze, pistolet maszynowy Sten, 6 karabinów Mauser oraz granaty. Broń została przeniesiona do jego domu, zakonserwowana i ukryta w komórkach. Następnego dnia znalazł nad rzeką Łupią 2 rkmy Bergmann. Dysponował jeszcze 2 pm Szmajser ukrytymi przy ul. Jasnej. Ze względu na niebezpieczeństwo jej wykrycia część broni ukrył w lesie Bolimowskim, w miejscu starej skrytki oddziału AK. Broń z magazynów oddziału Łączności i Ochrony Sztabu, która była niesprawna, zdał w komendzie MO, pozostałą ukrył.

Pod koniec stycznia pod przybranym nazwiskiem wstąpił do SOK (Służby Ochrony Kolei), gdzie pracował do maja 1945 r. NKWD zaprzestało poszukiwań. Ostatni rozkaz gen. Okulickiego brzmiący „… Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości Polski i ochrony ludności polskiej przed zagładą…” zrozumiał w prosty żołnierski sposób. Pomny opowieści swojego ojca o sowietach, nie miał złudzeń, jak będzie wyglądała nowa okupacja. We wrześniu 1945 r. postanowił odtworzyć oddział Armii Krajowej z kolegów, którzy przebywali wtedy w Skierniewicach. Byli to: Antoni Potocki, Jerzy Markiewicz, Witold Rybka, Tadeusz Leks, Tadeusz Szymczak i Stefan Kozłowski. Skadrowany oddział zajmujący się ochroną magazynów broni oraz tzw. szeptaną propagandą, pozbawiony kontaktu z wyższym dowództwem wytrwał do wiosny 1946 r.

Kilku podwładnych wyjechało na ziemie odzyskane. Trudno ich było zatrzymać. Rozumiał chęć kolegów do rozpoczęcia „normalnego” życia. Z powodu zmniejszającego się stanu osobowego, Leszek rozwiązał oddział. Obserwując tworzącą się nową okupacyjną administrację, w 1947 r. rozpoczął pracę w Powiatowym Urzędzie Likwidacyjnym. Wstąpił do składającego się z byłych żołnierzy podziemia Związku Uczestników Walki Zbrojnej późniejszego ZBOWiDu.

Natomiast rok później w listopadzie 1948 r. wyjechał do Łodzi, gdzie zaczął studia w SGH (Szkole Głównej Handlowej). Wtedy to nawiązał kontakt ze zrzeszeniem WiN (Wolność i Niezawisłość). Studiował do momentu aresztowania, czyli 1950 r. Historia rozpracowania skierniewicko-łódzkiej grupy WiN rozpoczęła się na przełomie 1948/49 r., kiedy to na jej ślad wpadł jeden z agentów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Katowicach. Rozpracowywana grupa składała się z 10 młodych chłopców w wieku 20–25 lat, byłych członków AK, KWP Lasy i Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Po rozbiciu przez UB IV Komendy WiN poszukiwali oni kontaktów z wyższym dowództwem, by uaktywnić się w pracy konspiracyjnej.

Operacja początkowo kierowana była osobiście przez chor. Władysława Długosza starszego referenta WUBP w Katowicach. Wkrótce został przydzielony do niej agent „Marian”, a sprawa skierowana została do WUBP w Łodzi. UB nie spieszyło się. Było pewne, że dokona „właściwych” aresztowań. Rozpracowywanie grupy podjęto między 24 maja a 1 lipca 1950 r. Po skompletowaniu danych identyfikacyjnych, 3 grupy operacyjne UB opracowały plan aresztowań, których dokonano 21 lipca 1950 roku. Wszyscy zatrzymani byli przed aresztowaniem ściśle inwigilowani. Leszek Żelechowski został aresztowany przez zastępcę szefa WUBP w Łodzi mjr. Kapuścińskiego. W tym samym dniu dokonano rewizji w domu jego rodziców, gdzie odnaleziono część archiwum AK, dokumenty, materiały szkoleniowe, mapy, lornetkę wojskową, 2 szable wojskowe, kompas, rakietnicę, ładownice do naboi i apteczkę polową. Rewizji w celu poszukiwania broni w Skierniewicach przy ulicy Nowobielańskiej oraz Plantowej dokonano 5 października. Znaleziono 2 rkm Bergman, 2 PPsz, 4 kbk Mauser — polski, czeski i 2 niemieckie, 330 szt. naboi do PM, 875 szt. naboi do kbk Mauser, 5 magazynków do PM, 44 szt. naboi innych, 15 puszek trotylu, 7 granatów niemieckich obronnych trzonkowych, 7 granatów niemieckich zaczepnych, 1 granat trzonowy, 14 szt. granatów tzw. sidolówek, 15 polskich granatów zaczepnych, 7 granatów obronnych typ „jajko”, 1 pocisk ppanc., rakietnicę Walter, 2 zapalniki do granatów i maskę pgaz. Po 3 tygodniach od zatrzymania, 11 sierpnia rozpoczęło się brutalne śledztwo, które trwało do 25 listopada. W sumie przesłuchiwany był 17 razy. Miał złamane żebra i kawałek kości obojczyka wbity w płuco. W podobnym stanie byli pozostali jego koledzy. Dwudziestego ósmego listopada śledztwo zamknięto. Wojskowy Sąd Rejonowy w Łodzi wyznaczył rozprawę na 22 stycznia 1951 r na godzinę 14.00. Sąd rozpoznawał sprawę w składzie: kpt. Wacław Bochatyrewicz, lat 33 — prawnik, ppor. Zdzisław Tomczak, 26 lat — szofer, pchor. Leśko Teofil, 22 lat — laborant mleczarski, prokurator Stanisław Kopytowski, bronił Mieczysław Jarosz.

Prokurator w stosunku do Żelechowskiego zażądał kary śmierci. Na sali sądowej krzyczał, że

„… to On chciał siłą zmienić ustrój Polski Ludowej, to On stonkę na Polskę puszczał, to On zamiast traktorów czołgi budował. Trzeba go wyeliminować ze społeczeństwa…”.

Sąd orzekł karę śmierci dla Kozłowskiego, a dla Potockiego i Żelechowskiego karę dożywocia, przepadek mienia i utratę praw publicznych. Dwudziestego dziewiątego stycznia adwokaci złożyli skargę rewizyjną, na skutek której zmieniono karę dożywocia na 15 lat pozbawienia wolności.

Piątego maja 1951 r. Leszek został przewieziony do miejsca odbywania kary, czyli do ciężkiego więzienia w Rawiczu. Więźniowie transportowani do Rawicza byli przebrani w niemieckie mundury, by wszyscy, którzy ich widzieli, myśleli, że są hitlerowcami. Wysiadali na bocznicy kolejowej, otaczani przez funkcjonariuszy z psami, klękali z rękami na karkach dopóki wszyscy nie wysiedli z wagonów, następnie byli prowadzeni w szpalerze do więzienia. Cały czas słychać było

„krok w prawo lub w lewo — kula w łeb”.

Po ok. pół godzinie osadzeni docierali pod bramę więzienia. Przekraczając ją, wielu wykonywało znak krzyża. Nad bramą widniał napis „Wchodzisz przestępcą, wychodzisz obywatelem”. Jednakże po wejściu na dziedziniec naczelnik oznajmiał im, że nikt nie wyjdzie stamtąd żywy. Po wejściu na blok więźniowie kierowani byli do piwnic, rewidowani, rozbierani do naga. Otrzymywali drewniaki i więzienne stare ubrania. Rok 1951–52 był najcięższym w historii więzienia. Nie było co jeść. W 2-osobowej celi siedziało po 14 więźniów. Byli bici, kopani, zamykani w karcerach z wodą na podłodze, polewani zimną wodą w czasie mrozu i trzymani przy otwartym oknie. Wielu nie wytrzymywało, jeśli nie umierali, to chorowali na tyle ciężko, że po wyjściu z więzienia przeżywali kilka, kilkanaście lat. Tak było w wypadku kolegi Leszka — Antoniego Potockiego — zmarłego rok po opuszczeniu Rawicza. Leszkowi udało się przeżyć 15 lat. W 1951 r. więzienie w Rawiczu miało najwyższy stan osadzonych 3785 osób. W latach 1945–1956 przeszło przez nie 19 173 więźniów. W więzieniu spotkał wtedy ludzi legendy: Antoniego Hedę „Szarego” dowódcę AK na kielecczyźnie wsławionego rozbiciem więzienia UB w Kielcach, Stanisława Skalskiego pilota asa myśliwskiego, Mariana Utnika powiernika skarbu FON oraz Władysława Siłę-Nowickiego. Po osadzeniu syna w więzieniu, Maria Żelechowska matka Leszka, a nasza babcia, rozpoczęła administracyjną walkę o syna. Składała prośby o ułaskawienie do KCPZPR i MON niestety bez rezultatu. W 1952 r. Rada Państwa orzekła amnestię i skrócenie wyroku do 10 lat z końcem kary na dzień 21 lipiec 1960 r. Leszek chorował na gruźlice węzłów chłonnych i serce. Po bezskutecznych prośbach o ułaskawienie Maria Żelechowska rozpoczęła starania o przerwę w karze ze względu na zły stan zdrowia, co udało się załatwić. Na przerwę w odbywaniu kary został zwolniony 19 października 1953 r. Następne odwołania również przyniosły szczęśliwy efekt. Rada Państwa ułaskawiła go w czerwcu 1955 r., ale formalnie przestał być więźniem dopiero z dniem 18 października 1956 r. Po podratowaniu zdrowia Leszek pracował w Instytucie Sadownictwa, następnie w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Hurtu Spożywczego, a potem w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Robót Wodno Melioracyjnych w Łodzi. Nigdy nie wrócił do zdrowia. Działał w ZBOWiD-zie, mając naiwnie nadzieję, że środowisko kombatantów będzie dbało o swoich członków. Pod koniec 1958 r., po odejściu z zarządu Jerzego Gójskiego i Kazimierza Oskierki, typowany był przez Jerzego Gójskiego i Czesława Kajzera i innych, by wraz z Eugeniuszem Milde i Aleksandrem Główką stworzyć nowy zarząd ZBOWiD-u. Ostatecznie działania KC PZPR zablokowały te kandydatury jako niosące duże zagrożenie.

Leszek działał również w PTTK, organizując rajdy po ziemi łódzkiej i współorganizując krajowe. Wiecznie uśmiechnięty, co widać na zdjęciu, starał się nie pamiętać o przeszłości. Niestety ona upomniała się o niego. Schorowany organizm nie wytrzymał. Zmarł wskutek wylewu 21 stycznia 1971 r. w wieku 47 lat. Spoczął w grobie rodzinnym, do którego 15 lat później złożono jego ojca.

Nigdy żadna z organizacji działająca w PRL oraz w czasach III RP, w tym Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej i Stowarzyszenie Szare Szeregi, nie podjęły próby wystąpienia do odpowiednich władz o pośmiertne uhonorowanie go odznaczeniem lub stopniem oficerskim, choć same przyznawały sobie podobne. Matka i ojciec Leszka byli zbyt dumni, by prosić o to władze. Rodzice Leszka zmarli w 1986 i 1991 r. Moimi wspomnieniami o dziadku i wuju spełniam przynajmniej część testamentu Marii Żelechowskiej z d. Cybulskiej — mojej babci.

 

Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:

OJCIEC I SYN, HISTORIA STANISŁAWA I LESZKA ŻELECHOWSKICH - Jacek Stępowski

 

Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduje się w powyższym dokumencie.

Informacje

Copyright 2022

Muzeum Historyczne Skierniewic

 

Projekt i wdrożenie: Przemysław Sarzyński