Wróć do listy Biografii Skierniewiczan

Jestem dumny

Źródła bibliograficzne:

31 lipca 2026

Strakacz (z d. Himel) Kamila

Władysław Strakacz ożenił się ponownie. Poślubił Kamilę Himmel — sekretarkę skierniewickiego browaru, która przeżyła swojego męża Władysława o 40 lat. Zmarła w 1991 r. Została pochowana na cmentarzu Stare Powązki w Warszawie. Spoczęła we wspólnym grobie z Władysławem Strakaczem (ekshumacja z rodzinnego grobu). Drugie jego małżeństwo z Kamillą Himmel (1903–1991) pozostało bezdzietne.

Działalność charytatywna właściciela skierniewickiego browaru Władysława Strakacza (1881–1951) jest bezsprzeczna. Niewiele osób wie natomiast o działalności jego drugiej żony Kamili z domu Himmel. Dziennikarka, Pani Aneta Kapelusz, na łamach portalu „Skierniewice Nasze Miasto”, na podstawie Wspomnienia Apolinarego Cynk-Boruckiego pochodzącego z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, tak opisała Kamilę Strakacz:

„W czasie II wojny światowej pani Strakaczowa była «mateczką wojenną» dla grupy żołnierzy osadzonych w obozie jenieckim w Skierniewicach. W ramach pomocy dla jeńców, których rodziny nie mogły zapewnić im opieki, w wielu polskich domach starano się, aby każdy żołnierz posiadał swoją „mateczkę”, która będzie przygotowywać paczki żywnościowe, lekarstwa, prowadzić korespondencję, podtrzymywać na duchu. Postać „mateczki Strakaczowej” przytoczył w swoich wspomnieniach, zmarły w 2012 r. Apolinary Cynk-Borucki, pseudonim „Boruta”, kpr. pchor. Armii Krajowej, uczestnik powstania warszawskiego. Po upadku powstania poważnie ranny Cynk-Borucki znalazł się w obozie jenieckim w Skierniewicach.

„Na terenie Skierniewic był browar, który prowadziła pani Strakaczowa. Ta pani i jej chyba siostra, pani Himmlowa, odwiedzały nas bardzo często i upatrzyły sobie sześciu chłopaków, którymi się będą bardzo opiekowały. Znalazłem się w tym całym interesie. Jak Boga kocham, głodu nie zaznałem. Mało tego, jak nas zabrali do obozu, to one przepłaciły wachmanów i do obozu dostawałem przedwojenny obiad, butelkę piwa i butelkę mleka. Białe piwo, białe pieczywo, papierosy, kiełbasa. Kiełbasy wisiały u wezgłowia na belkach baraku, myszy buszowały po tym jak piorun. Świetnie żeśmy się czuli tam. Co prawda mało nie zdechłem, bo dostałem zapalenia płuc, ale jakoś się wylizałem”.

Apolinary Cynk-Borucki nie miał słów podziwu dla mieszkańców Skierniewic, którzy troskliwie opiekowali się jeńcami. Wspominał z uśmiechem właścicielkę sklepu mięsnego, zwaną przez żołnierzy „Ciotka Kiełbasińska”.

„Co niedzielę i co czwartek «Ciotka Kiełbasińska» przyjeżdżała samochodem z koszami od bielizny, przywoziła kiełbasy, nie kiełbasy. Tak, że myśmy w ogóle głodu nie czuli. Mało tego, ponieważ byłem bardzo już taki zdechły, to «Ciotka Kiełbasińska» uważała, że trzeba mi koniak dać. Mało nie umarłem od tego koniaku, ale dobre serce.

Naturalnie jeńcy mieli też kontakt z Armią Krajową na terenie Skierniewic. Jej przedstawiciele sami się do nich zgłosili i przekazywali ważne informacje.

„Jak już nas Niemcy zwolnili, odebrały nas nasze mateczki, pani Strakaczowa przejęła nas. Nie miałem butów. Miałem takie buty, gdzie podeszwa mi odpadała od reszty, tak że drutem jakoś była przymocowana. Z obozu żeśmy do nich wywędrowali. Na drugi dzień dostaliśmy wiadomość, że musimy uciekać, bo już się nami interesuje NKWD”.

 

Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:

GENEALOGIA MARCELEGO WŁADYSŁAWA JAKUBA STRAKACZA - Robert Adamczyk

Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduje się w powyższym dokumencie.

 

Informacje

Copyright 2022

Muzeum Historyczne Skierniewic

 

Projekt i wdrożenie: Przemysław Sarzyński