(...)
Julian Lisiecki, będąc z zawodu architektem, wziął udział w opracowaniu kompleksowego planu modernizacji i przebudowy Skierniewic w latach 30. XX w.
Ówczesny burmistrz Franciszek Filipski zatrudnił spółkę geometry przysięgłego inżyniera Józefa Górskiego oraz architekta Jana Łukasika do zaprojektowania nowej siatki ulic oraz zmodernizowania istniejącej. Julian Lisiecki został zatrudniony w tym przedsięwzięciu przez magistrat w roli specjalisty opiniującego przedłożone plany. Niestety prace przerwał wybuch wojny.
Na podstawie zachowanych rysunków można przypuszczać, że część zaproponowanych wówczas rozwiązań urbanistycznych została zrealizowana w okresie PRL. Julian Lisiecki, chociaż nie napisał o tym ani słowa w swojej opowieści, miał doświadczenie w takich przedsięwzięciach. Był jednym z architektów zatrudnionych do przebudowy dawnej twierdzy brzeskiej na potrzeby cywilne. Warto ten wątek zbadać kompleksowo, ponieważ dziedzictwo Lisieckich może być dużo bardziej obecne w naszym codziennym życiu, niż nam się wydaje.
(...)
(Dla dzieci moich, a może wnuków spisana)
Urodziłem się 28 I 1881 r. w Aleksandrowie na Kujawach. Ojciec mój Mateusz, syn Antoniego i Tekli ze Skorupskich, pochodził z zaścianka szlacheckiego Liszki, pow. bialski na Podlasiu. Dziadek mój bił się pod Grochowem, a Ojciec mój, jako młody chłopiec, brał udział w powstaniu pod Langiewiczem, ranny ukrywał się w klasztorze w Solcu3, gdzie czas jakiś jeszcze po wygaśnięciu powstania przebywał. Ojciec mój posiadał brata Feliksa, z którym razem byli w powstaniu, mechanika w fabryce Rudzkiego, żonatego z Teofilą z Cerańskich, działaczką katolicką w okresie prześladowań unitów, za co była przez moskali więziona.
Matka moja Prakseda z Kościelskich pochodziła z poznańskiego. Rodzice moi nie utrzymywali stosunków z rodziną matki. Rzecz się miała tak: dziadkowie musieli ze sobą źle żyć. Dziadek mieszkał u syna na wsi, a babka z moją Matką w Warszawie na Rynku Starego Miasta 24, w domu wujostwa Cybulskich. Matka moja wychowała się nie w Śmiełowie, a w Warszawie, częściowo zaś na wsi u Cybulskich. Jak widać z załączonego wyciągu Złotej księgi..., Kościelscy robili „fason”. Cały wyciąg świadczy, że był dobrze zapłacony i grzeszy szeregiem niedomówień, sprzeczności i naciągnia. Niestety nie widać w przytoczonych rodowodach ani rycerzy, ani duchownych, ani uczonych. Nie widać dowodów zasług dla Ojczyzny, tego nawet za pieniądze nie dało się sfabrykować. Zamążpójście mojej Matki za „jakiegoś Lisieckiego” nie mogło zaimponować Kościelskim, szczególnie w okresie rozpoczętej kariery na terenie Berlina, to też gdy przyszedł moment spłaty posagu mojej Matki, wykwitowali Ją z „fasonem” sumą 15 000 rubli, co było na tyle skandaliczne, że można było się albo procesować, albo wziąć pieniądze i na zawsze stosunki zerwać. Tak też się stało.
(...)
Na wakacjach pod Skierniewicami bawił u jednego z ziemian dyrektor 2 gimnazjum, wraz z rodziną (taka skromna łapówka).
Miał do dyspozycji dane parę koni, które z wozem wysłał po coś do Skierniewic. Konie młode, przestraszyły się, rozbiegły, urwały podwozie i popędziły ulicą w stronę dworca kolejowego, w tym czasie, gdy ja z Ojcem moim jechaliśmy bryczką zaprzężoną w naszego kochanego kasztanka.
Szalone konie zderzyły się z nami pod prostym kątem, dyszel przebił kasztanka na śmierć, bryczka potłukła się w kawałki, a spod niej wyszliśmy z Ojcem moim nawet bez siniaków.
W kilka dni potem wizyta kondolencyjna pana dyrektora, który zapomniał zupełnie o odszkodowaniu za konia, ale przypomniał sobie, że kiepsko, ale mówi po polsku, bo rodzice moi znów ani słowa po rosyjsku nie mówili. Zostałem w pewnym momencie przywołany, przedstawiony, podobałem się, no i nastąpiło zapewnienie gotowości przyjęcia mnie, po wakacjach, do klasy wstępnej 2 gimnazjum. To się nazywało wygrany los.
Dla mnie to szczęście było początkiem ciężkich lat i przekreśleniem dzieciństwa.
(...)
Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:
KRONIKA LISIECKICH - Radosław Stefanek
Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduje się w powyższym dokumencie.