Adam Petryna był rzeźbiarzem, malarzem, rysownikiem, wszechstronnie uzdolnionym artystą. Pochodził z Zapad, w gminie Godzianów, nieopodal Skierniewic. Celem niniejszego artykułu jest przypomnienie życiorysu artysty, z zaznaczeniem tych mniej znanych aspektów życiorysu artysty z Zapad. [...]
Adam Petryna nadal jest wspominany przez potomków znających go osób. Wielu informatorów dowiedziawszy się, że pozostaną anonimowi, chętnie dzieliło się opowiadaniami o tym, jaki był, co robił i co mówił artysta zwany „Adamkiem”. Relacje miejscowych stanowią materiał bardzo cenny, ponieważ pozwalają uchwycić resztki pamięci o człowieku wybitnym, który mieszkał w małej wsi gminy Godzianów. Adam Petryna zmarł ponad 80 lat temu i brakuje bezpośrednich świadków, którzy pamiętaliby rzeźbiarza. Stąd też nieprecyzyjność prezentowanych opowiadań, przeistaczających historię w mit i legendę o artyście z Zapad. [...]
Adam Petryna urodził się 15 stycznia 1881 r. Był najstarszym synem Józefa i Anastazji z Durów. Nie miał braci, ale liczne młodsze od siebie siostry. Choć nie wszystkie siostry dożyły dorosłości, to jedyny syn dorastał w domu pełnym kobiecej wrażliwości na piękno. Gospodarstwo Petrynów według numeracji powojennej nosiło numer 65. Dom rodzinny nie zachował się do dziś, rozebrano go po wojnie i postawiono nowy drewniany.
Pojawiają się w literaturze błędne dane o dacie śmierci Adama Petryny, podające rok jego zgonu jako 1941 r. Artysta zmarł 26 sierpnia 1942 r., co jest poświadczone ponad wszelką wątpliwość. Wyciąg z ksiąg parafialnych kościoła w Godzianowie relacjonuje, że:
„Działo się w Godzianowie dnia 28 sierpnia 1942 roku. O godzinie 11 rano stawili się Wojciech Tuka i Jan Tuka pełnoletni rolnicy z Zapad i oświadczyli, że dnia 26 sierpnia roku br., o godzinie ósmej wieczorem zmarł w Zapadach Adam Petryna, lat 61 mający, kawaler, artysta rzeźbiarz, urodzony i zamieszkały w Zapadach, syn Józefa i Anastazji z Durów, małżonków Petrynów. Po przekonaniu się naocznie o zejściu Adama Petryny, akt ten stawiającym przeczytany, przez nas i przez nich podpisany został.”
Adam Petryna nigdy się nie ożenił i zmarł bezpotomnie. Przyczyną jego śmierci był według relacji dzisiejszych informatorów nowotwór wątroby. Artysta nie leczył się, zmarł w czasie wojny i został pochowany na cmentarzu w Godzianowie. Miejsce jego spoczynku znajduje się przy wejściu na cmentarz po prawej stronie. Mogiła została przekopana, ale wiadomo, gdzie się znajdowała. Dzięki staraniom rodziny rzeźbiarza zamocowano na pomniku rodzinnym Tuków – krewnych artysty – tabliczkę wskazującą jego miejsce spoczynku.
Najciekawszym przejawem wspomnień o Adamie Petrynie jest odwoływanie się do treści wiersza pod tytułem Jedynak i artysta, który powstał na cześć rzeźbiarza kilkanaście lat po jego śmierci, w roku 1973. Autorem tego wiersza jest Karol Sobieszek z Byczek (1899–1982), krewny Petryny. Wspominany poeta malował, rzeźbił i wzorem swojego ojca Antoniego Sobieszka (1870–1931) pisał wiersze. Jednak jego sława nie wyszła poza rodzinną wieś.
Ten niezbyt wyrafinowany rymowany wiersz lokalnego poety poprowadzi nas przez koleje losów Adama Petryny. Cytuję poniżej oryginalny zapis treści, przechowywany przez lokalną społeczność w odręcznych zapisach. Wiersz stworzony został w dialekcie godzianowskim i jedynie upływ czasu spolszczył jego formę gwarową. Prezentacja treści swoistego poematu z zachowaniem regionalizmów dodaje wierszowi uroku i autentyczności.
Tak oto brzmią pierwsze wersy:
„Gdy był małym chłopcem sztuką się zabawiał
Rzeźbił ptaszki, laski – różności wynawiał
Zwano go Adamkiem – nazwiska Petryna
Szybko się mnożyła ta jego rutyna
Był to czas zaborczy, były carskie pęta
Piętnowane były geniuszów talenta
Patriotyzm wzrastał, nie było to głupstwo
Więc tego Adamka wzięto w opiekuństwo
Trzech ludzi poważnych związało się mową
Dziedziczka z Żelaznej – z tą Mazarakową
Był doktor Rybicki i ksiądz dziekan – trzeci
Wiedząc, że ten chłopak sam w wyż nie poleci
Więc dalsza decyzja zapadła zimowa
Wysłano Adamka, hen!, aż do Krakowa
Akademii zwanej Najpiękniejszej sztuki
Bo umysł Adamka jeszcze nie miał luki
Gdy profesorowie się nad nim zachwycili
Za pół roku czasu w prasie ogłosili
Polsce wróżą sławę! Jakby z niebowzięcia
Akademia rosła wprost nie do pojęcia
Opinie za wcześną Adamek se schował
Czytałem se gazet, cóż mistrz zaabdykował
Ten Kurier Krakowski napisał to miano
Przez bujną pochwałę talent zmarnowano
Adam z bożej łaski chciał dopiąć zaszczytu
Akademią zgardził, nie chcąc ich limitu
Dużo stworzył z młodu dużo rozpoczynał
Ale w starszym wieku ciężki jego finał.”
Frazy te opisują okres młodości i kształtowania się talentu artystycznego rzeźbiarza. Wyjątkowe plastyczne umiejętności chłopca odkrył wcześnie proboszcz Godzianowa ks. Józef Wierzbicki (proboszcz parafii Godzianów w latach 1881–1898), inicjator budowy nowego istniejącego do dziś kościoła w Godzianowie. W podzięce za to Petryna światłemu kapłanowi sporządził popiersie, które do dziś zdobi godzianowski kościół. Nad amboną tegoż kościoła można do dziś zobaczyć rzeźbę autorstwa Adama Petryny przedstawiającą archanioła grającego na trąbce.
Dobrodziejem dla młodego artysty był także wspomniany w wierszu ks. dziekan Mikołaj Skrzypkowski, proboszcz ze Skierniewic. Petryna wyrzeźbił dla niego w drewnie lipowym drzwi do tabernakulum o wym. 45 cm na 38,5 cm. Pamiątka ta pozostaje dziś w zbiorach prywatnych. Na opisywanych drzwiach z tylnej strony widnieje donacja:
„Pamiątka jubileuszowa przez X. Mikołaja Skrzypkowskiego Dziekana i proboszcza Skierniewickiego; Adam Petryna w Zapadach; 19 lipca 1901 roku P.”
Ważnym protektorem artysty był lekarz społecznik, dr Stanisław Teofil Rybicki (1843–1920) ze Skierniewic, który namówił rodziców chłopca, aby nie zaniedbali edukacji utalentowanego młodzieńca. Wiadomo, z relacji lokalnych, że Petryna stworzył także popiersie swojego promotora. Istotnego finansowego wsparcia dostarczyła chłopcu właścicielka sąsiedniego majątku ziemskiego wsi Żelazna, dziedziczka Leonia Mazarakowa z rodu Wojciechowskich. [...]
Wspierany przez miejscowych mecenasów Adam Petryna trafił w 1899 r. do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Nauka akademicka ewidentnie nudziła go, a środowisko wielkomiejskie nie podobało się. Wytrzymał na studiach tylko przez niecały rok. Wróciwszy, oświadczył miejscowym:
„Co ja tam będę siedział, ci profesorowie potrafią mniej niż ja”.
Adam był faktycznie wyjątkowo utalentowany, ale jak podkreślają zgodnie wszyscy współcześni informatorzy, był również bardzo pewny siebie i przesadnie tym epatował. Artysta słynął także z ekstrawagancji i rozrzutności. Pewnie dlatego we współczesnych relacjach pojawia się informacja, że Petryna w 1908 r. po powrocie ze studiów, jako pierwszy w powiecie kupił sobie rower. Napawało to podobno strachem lokalnych mieszkańców, nieprzyzwyczajonych do takich pojazdów.
Karierę młodego artysty skomplikowała I wojna światowa. Adam Petryna wyjechał z Polski, podobno ze strachu przed zbrodniami niemieckimi, zapowiadanymi przez propagandę rosyjską. Artysta poznał Armenię, Azerbejdżan, podróżował do Batumi i Baku, potem przebywał na Kaukazie. Tam w Gruzji pracował, uczył dzieci – malował górskie pejzaże i rzeźbił – przez 8 lat. Podobno miał podczas tego pobytu między innymi wykonać popiersie Lenina, które drogo sprzedał, co pozwoliło artyście przetrwać ten okres.
Adam Petryna wrócił do Zapad w 1923 r. i zaczął intensywnie tworzyć. Przyjmował zamówienia na rzeźby, rysunki, plastykę, popiersia z gliny, a nawet marmuru. Rysował na wszystkim, na czym się dało, często na zwyczajnych kartkach. Chętnie tworzył krajobrazy, portrety lub szkice osób z sąsiedztwa. Przykładem takiej pracy jest zachowany w zbiorach krewnych artysty niesygnowany przez Petrynę szkic pt. Władysław Kijo z Byczek.
Według relacji mieszkańców Zapad Petryna siadywał często w okolicach Mościsk, z notesem w ręku i rysował krajobrazy tych pięknych gór, zachodów i wschodów słońca. Czasu na swą pracę miał pod dostatkiem. Na co dzień i od święta spacerował sobie w odświętnym stroju ludowym, jakby szedł paradnie na nabożeństwo. Wiele czasu spędzał, stojąc z ołówkiem w ręku i szkicując pod kościołami w okolicy, wypatrując ładnych modelek, które chciał malować. Lubił piękne dziewczęta, a one często zgadzały się na pozowanie, więc artysta zapraszał je do swojej pracowni. Miejsce takie, zwane przez Petrynę pracownią, stworzył sobie w rodzinnej wsi. Znajdowało się ono obok domu jego ojca w Zapadach. Faktycznie była to szopa z drewna pokryta słomą. Pełno tam było przeróżnych jego prac i narzędzi potrzebnych do ich tworzenia.
Dnia 5 grudnia 1925 r. zmarł Władysław Reymont, autor nagrodzonej Nagrodą Nobla powieści Chłopi. W tym okresie Petryna zafascynowany epopeją chłopską, wykonał z gliny i gipsu postacie Boryny, Jagusi, Agaty oraz samego noblisty. Stały się one potem ozdobą Muzeum im. Władysława Reymonta w Skierniewicach. Wdowa po pisarzu przekazała Petrynie pamiątki po mężu, które on potem umieścił w stworzonym przez siebie wspomnianym muzeum.
Jak doszło do powstania tego muzeum?
Adam Petryna zdecydował się promować i rozwijać kulturę ludową Księstwa Łowickiego i dnia 10 lutego 1926 r. złożył do Wydziału Powiatowego Sejmiku Skierniewickiego pismo, prosząc w nim o:
„Stworzenie w Skierniewicach muzeum ludoznawczego”.
Pisał, że:
„Skierniewice to centrum Księstwa Łowickiego, tego najciekawszego zakątka ziemi polskiej, pod względem folklorystycznym. Ten lud barwny, kolorowy, jego stroje, zwyczaje, wierzenia i umiłowania godne są wysiłku stworzenia muzeum, które by pozwoliło lud ten poznać i podziwiać. Niedawna śmierć wielkiego znawcy i miłośnika tego ludu, Władysława Reymonta, który na terenie Księstwa Łowickiego żył i działał, nasuwa myśl, aby przyszłe muzeum nazwane było imieniem przedwcześnie zmarłego twórcy Chłopów. Z mojej strony gotów jestem poświęcić czas i pracę na zbieranie najciekawszych okazów, jak również wykonać w plastyce (w rzeźbie i malarstwie), cały szereg typów ludowych, najciekawszych dla projektowanego muzeum.”
Adam Petryna otrzymał zezwolenie na urządzenie w Skierniewicach muzeum Władysława Reymonta w opuszczonej cerkiewce na placu Zielnym, w pobliżu pałacu prymasowskiego. Los pierwszej skierniewickiej muzealnej placówki nie był pomyślny. Po krótkim czasie starosta stwierdził, że budynek lepiej nadaje się na skład węgla. Budowlę wyburzono w okresie międzywojennym. Materiały budowlane wykorzystano do budowy plebanii przy kościele św. Jakuba.
Wiersz Karola Sobieszka relacjonuje losy rzeźbiarza następująco:
„W powiecie starostą w ten czas był Gajewski
Człowiek był z energią, nie bawił się w troski
Adamkiej dał cerkiew w komis na pracownię
Sprawa ta zapadła raczej polubownie
Ściśle nie wyjaśnię, jak się nie słyszało
Mogę to napisać, co się dalej działo
Wspólnie z artystami wystawę urządził
Szybko ją zmontował, lecz szybciej pobłądził
Widziałem ja także, całą tę wystawę
Były dzieła cenne, twórcy mieli sławę
Były eksponaty nawet Rapackiego
Wyszło z tego, sam nie wiem, nic konkretnego
Dość, że z cerkwi uszedł jakoby sądownie
Lokum dostał mniejsze razem na pracownię.”
Choć muzeum zakończyło swoją działalność, Adam Petryna nie poddał się i nadal pragnął tworzyć i promować kulturę księżacką. Pisał do różnych instytucji i udało mu się zainicjować stworzenie domu pracy dla twórców ludowych.
W lutym 1928 r. został zatwierdzony statut Księżackiego Ogniska Kultury, Sztuki i Przemysłu Ludowego w Złakowie Kościelnym. W proces powstawania ośrodka włączył się ówczesny starosta łowicki Czesław Gajzler oraz ksiądz Ludwik Stępowski, proboszcz parafii kolegiackiej w Łowiczu, i inni. Poparł ją także wojewoda warszawski Stanisław Twardo i generalny sekretarz Warszawskiego Wojewódzkiego Komitetu Regionalnego Ignacy Gintowt Dziewałtowski.
Ognisko swoją siedzibę otrzymało w Złakowie Kościelnym, a pieczę nad nim pełnił Warszawski Wojewódzki Komitet Regionalny, Związek Obywatelskiej Pracy Kobiet i Warszawskie Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego. Wspierał je także Wydział Sztuki Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, reprezentowany przez Wojciecha Jastrzębowskiego, wraz z Ministerstwem Handlu i Przemysłu.
Oficjalne otwarcie Ośrodka nastąpiło 30 maja 1930 r. Wstęgę przecinał sam prezydent Ignacy Mościcki, którego wizyta wiązała się także z inauguracją Żeńskiej Szkoły Rolniczej im. J. Dziubińskiej w Dąbrowie Zduńskiej i wmurowaniem kamienia węgielnego pod Dom Ludowy w Zdunach.
W ognisku tym pod kierunkiem artysty plastyka Adama Petryny pracowali młodzi rzeźbiarze: Zygmunt Rybus z Chąśna, Jan Golis z Łaźnik oraz bracia Jan, Piotr i Andrzej Grzegory ze Złakowa Borowego, a także malarze: Jan Kuchta i Karol Sobieszek z Lipiec oraz Henryk Burzyński z Trąb. [...]
W lipcu 1930 r., podczas Międzynarodowej Wystawy Komunikacji i Turystyki w Poznaniu, Ognisko przygotowało wystawę, za którą otrzymało list pochwalny. We wrześniu 1930 r. zaprezentowało się w Warszawie na Wystawie Turystyki Polskiej, a w październiku na Drugich Targach Północnych w Wilnie, gdzie odebrało dyplom „na mały medal srebrny”.
Mieszkańcy gminy Godzianów relacjonowali w wywiadach, że Petryna miał chwalić się także znajomością z samym Marszałkiem Józefem Piłsudskim. Był dumny i zadowolony, bo dostał ośrodek, ogród, kawał ziemi i cieszył się, bo mógł tam zamieszkać, tworząc z lokalnymi artystami.
Księżackie Ognisko Kultury, Sztuki i Przemysłu Ludowego faktycznie zakończyło swoją działalność w 1935 r. Powodem tego był kryzys gospodarczy, którego rezultatem było ograniczanie państwowych środków na rozwój organizacji. Stowarzyszeniu zarzucano m.in., że wspiera „prywatnych chałupników”, zamiast zatrudniać bezrobotnych. Mimo sukcesów na licznych wystawach krajowych i międzynarodowych Ognisko zamknięto z powodu zbyt wysokich kosztów utrzymania, które wynosiły 200 zł miesięcznie, i zlicytowano je.
Artystę prześladowało fatum, pozbawiając go po raz kolejny miejsca pracy. Adam Petryna wrócił do Zapad, do domu swojej siostry i szwagra. Nikt tam na niego nie czekał. Rodzina i sąsiedzi nie rozumieli jego pasji do sztuki ani tym bardziej wyjątkowego stylu życia. Z ich punktu widzenia niczego pożytecznego nie robił i był jedynie dziwakiem, który zamiast pracować w polu, paradował sobie w odświętnym ubraniu po okolicy.
Ostatnie wersy wiersza pochwalnego dla artysty relacjonują końcowy fragment jego życiorysu:
„Biedny nasz parafian wrócił na Zapady
Chociaż domownicy nie byli mu rady
Szwagier gospodarzył już na jego schedzie
Duch Petryny zwolna do spoczynku jedzie
Dojechał w okupacje na swoje cmentarze
Spokojnie se leży, lichy krzyż ma w darze
Ze swoją sztuką na wieki się rozszedł
Jedynakiem przyszedł – jedynakiem poszedł.”
Artysta z Zapad tworzył do końca swego życia. Według relacji miejscowych nawet w czasie okupacji niemieckiej rysował oficerów wrogiej armii. Wzbudzał tym podobno wielki zachwyt u żołnierzy, którzy sowicie go wynagradzali, dając pieniądze i wódkę. Po śmierci Petryny na strychu jego domu pozostało wiele prac, które niszczały lub były dla zabawy dewastowane przez dzieci. Część z nich spłonęła w zniszczonym w czasie wojny budynku po Ognisku Księżackim, inne zostały zapomniane po jego śmierci. Faktem jest to, że choć Petryna był artystą bardzo płodnym, niewiele jego dzieł zachowało się do dziś.
Adam Petryna porównywany bywa do Nikifora Krynickiego, ale nie jest to idealne zestawienie. Prace Petryny wpisują się w trendy artystyczne dwudziestolecia międzywojennego. Artysta z Zapad nie tworzył sztuki naiwnej i nie był wcale ubogi. Chodził elegancko ubrany, miał pięknie ozdobiony kapelusz, bardzo lubił nowinki techniczne i stać go było na nie.
Pamięć o nim, choć nadal żywa, stopniowo coraz bardziej zaciera się także w jego rodzinnych stronach. We wspomnieniach jawi się w nich jako artysta i człowiek niezrozumiany przez jemu współczesnych, ale podziwiany przez potomnych. [...]
Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:
ADAM PETRYNA ARTYSTA NIEZROZUMIANY I PODZIWIANY - Kinga Doleżal-Kijo
Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduje się w powyższym dokumencie.