Wróć do listy Biografii Skierniewiczan

Jestem dumny

Źródła bibliograficzne:

03 września 2026

Narbut-Łuczyński Aleksander

[…] Aleksander Łuczyński urodził się 28 lutego 1890 r. o godz. 23:00 w Skierniewicach. Jego przodkowie: Wawrzyniec, Antoni i Stanisław Łuczyńscy figurują w skierniewickich aktach kościelnych. Ojciec Michał, syn Stanisława i Karoliny Hermanowicz, urodzony 14 czerwca 1846 r., był obywatelem Skierniewic. Właśnie on, pracując w straży ogniowej w Warszawie, poznał przyszłą żonę Mariannę Gajkowską, córkę Jakuba i Marianny Aleksandrowicz. Ślub państwa Łuczyńskich odbył się 21 stycznia 1875 r. w kościele Narodzenia NMP w Lesznie k. Warszawy. Po przyjeździe do Skierniewic małżonkowie zamieszkali w domu przy ul. Batorego, róg Tuwima, w pobliżu koszar carskich. Tam przyszedł na świat Aleksander Łuczyński. […]

Wokół nazwiska naszego bohatera istnieje wiele nieścisłości, które na wstępie należy wyjaśnić. W akcie urodzenia figuruje jako Aleksander Łuczyński, z późniejszą adnotacją o zmianie w 1933 r. nazwiska rodowego na Narbut-Łuczyński. Kwestia nazwiska komplikuje się jeszcze bardziej, gdy po wyjeździe na studia i w trakcie działalności legionowej zaczął używać pseudonimu organizacyjnego „Jerzy Narbutt”. Dzieciństwo małego Olka i okres szkolny nie należały do przyjemnych. Jak pisał we wspomnieniach, jego rodzina miała ciągłe problemy finansowe. Ojciec bez powodzenia próbował inwestować w cegielnię, kopalnie torfu, stawy rybne czy wreszcie w ogrodnictwo. Konieczność spłat pobranych kredytów odbijała się na poziomie życia całej rodziny.

Dzieciństwo

Młody Olek był dzieckiem bardzo chorowitym, którego nie ominęła żadna choroba dziecięca. Pomimo licznych dolegliwości i słabej postury marzył, aby zostać żołnierzem. Z pewnością nie bez znaczenia był fakt, że jego ojciec jako 17-letni chłopak brał udział w powstaniu styczniowym, i to, że mieszkał w pobliżu koszar. Dlatego ulubionymi zabawami małego chłopca były najczęściej zabawy w wojsko. Wykazywał pewne zdolności przywódcze i jako naczelnik lub komendant starał się dowodzić własnym oddziałem, w skład którego wchodzili rówieśnicy z pobliskich domów. Jego oddział składał się z procarzy, tarczowników, kopijników lub łuczników „uzbrojonych” we własnoręcznie wykonaną „broń”. Powodem do dumy był „sztandar oddziału”, czyli żółta płachta z dwiema naszytymi płóciennymi skrzyżowanymi szablami. […]

Aleksander nie darzył swego ojca zbytnią sympatią. Z małomównym i mrukliwym z reguły ojcem można było dyskutować jedynie wtedy, gdy był w dobrym humorze. Nieświadomie to właśnie ojciec rozbudził zainteresowanie Olka wojskiem, bowiem najczęściej dyskutowano w domu o powstaniu styczniowym, którego uczestnikiem w oddziale Czachowskiego był młodziutki pan Michał. Prawie zawsze rozmowy te kończyły się tyradą ojca: „wybij sobie z głowy te mrzonki”.

Szkoła

Naukę Aleksander Łuczyński rozpoczął w 1902 r., uczęszczając do 4-klasowej Miejskiej Szkoły z prawami (gorodskoje ucziliszcze), z rosyjskim językiem nauczania. Pewnego razu w ramach protestu przeciw rusyfikacji uczniowie z klasy Olka na lekcji śpiewu wykonali murmurando hymn rosyjski – Boże caria chrani. Ponieważ prowodyrów nie wykryto, aresztem szkolnym ukarano całą klasę. W lutym 1905 r. w szkołach zaboru rosyjskiego odbyły się strajki szkolne. We wszystkich skierniewickich szkołach średnich, żeńskich: Wandy Niewęgłowskiej i Bronisławy Kuczyńskiej oraz w męskich: kolejowej Alichniewicza i miejskiej 4-klasowej odbyły się strajki młodzieży domagającej się nauki w języku polskim. Strajki polegały na zaprzestaniu uczęszczania do szkół rosyjskojęzycznych. […] Z powodu złej sytuacji materialnej w rodzinie Łuczyńskich ojciec zamierzał wysłać wydalonego ze szkoły syna do terminu, by jako rzemieślnik rozpoczął pracę zarobkową. Nieco wcześniej z tych samych przyczyn szkołę Wandy Niewęgłowskiej musiały opuścić siostry Olka, zmuszone do podjęcia pracy lub szukania sobie mężów. Na szczęście matka dzięki swoim „zaskórniakom” umożliwiła Aleksandrowi kontynuowanie nauki w 3-klasowej (materiał realizowano w ciągu 6 lat) Prywatnej Miejskiej Szkole dla dzieci pracowników Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej przy ul. Mickiewicza (późniejsza SP Nr 1). W tzw. szkole kolejowej Józefa Alichniewicza język rosyjski obowiązywał nie tylko na lekcjach, lecz także na przerwach. […]

Aleksander Łuczyński maturę zdał w czerwcu 1911 r. Kilku absolwentów szkoły wraz z Olkiem, z uwagi na wiek poborowy i chęć dalszego studiowania, podjęło próbę uzyskania rosyjskiej matury rządowej. Wrogo nastawione carskie władze szkolne oblały jednak wszystkich kandydatów z polskich szkół. By wybronić syna przed służbą w wojsku carskim, ojciec Aleksandra był zmuszony wydatkować pewną sumę na łapówkę dla członków komisji poborowej. Bojkotując rosyjskie uczelnie w Kongresówce, a także by uniknąć ostatecznie służby w carskiej armii, polska młodzież wyjeżdżała na studia w zaborze austriackim, najczęściej do Krakowa lub do Lwowa. Tamtejsze uczelnie były też tańsze i zezwalały na organizację polskich stowarzyszeń samopomocowych i patriotycznych. Nie licząc na pomoc finansową z domu, A. Łuczyński wakacje przepracował w firmie budującej hotel „Polonia” w Warszawie.

Studia

Zarobione środki pozwoliły na podróż do Lwowa i na dwa, trzy miesiące czesnego. Później niewielką pomoc obiecywała mu matka. Wybrał studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Lwowskiego. Zarówno przedmioty I semestru; gramatyka, historia i literatura polska, jak i poziom prowadzonych wykładów nieszczególnie zainteresowały młodego studenta. […] młody Łuczyński zdecydowanie więcej czasu poświęcał nawiązywaniu kontaktów i działalności w ruchu zarzewiackim oraz w polskich drużynach strzeleckich (PDS). Szybko ukończył kurs szkoły rekruckiej, a wkrótce również kurs szkoły podoficerskiej, awansując na dowódcę 1. plutonu w 1. kompanii lwowskiej PDS. Staraniem Aleksandra Łuczyńskiego kilku harcerzy ze Skierniewic uczestniczyło 22 stycznia 1912 r. w odprawie strzelców w krakowskich Oleandrach. […] w czerwcu 1912 r. Olek wyjechał do Belgii. Trudności językowe, brak pieniędzy i niewielka społeczność polska sprawiły, że A. Łuczyński niezbyt mile wspominał również studia w Liège.

Podobnie jak we Lwowie większość czasu i energii poświęcał pracy polityczno-wojskowej. Zgodnie z rozkazem Komendy Naczelnej utworzył tam polskie drużyny PDS w Liège i Verviers, za co mianowano go komendantem V Zachodnioeuropejskiego Okręgu PDS na obszar: Belgii, Francji i Szwajcarii.Dużej pomocy organizacyjnej udzielał mu młodszy kolega szkolny ze Skierniewic, Czesław Fijałkowski, który właśnie rozpoczął też studia w Liège. Główną trudnością w działaniu na tak rozległym, obcym terenie był ciągły brak środków na organizację, dojazdy i materiały informacyjne.

Powrót na wakacje do kraju A. Łuczyński z dwoma kolegami postanowili wykorzystać na przemyt nielegalnych wydawnictw wojskowych. Ponieważ rosyjski paszport Łuczyńskiego był już źle notowany u urzędników carskich, posługiwał się dosłanym mu z Galicji fałszywym paszportem austriackim. Czy był on wystawiony na Jerzego Narbutta? Nie wiadomo. Podróż z kolegami Malowańcem i Sekielem odbywali pociągiem do Warszawy, siedząc w różnych przedziałach i mając „bibułę” ukrytą w ubikacjach pociągu. Na granicy celnej w Aleksandrowie, z jadącej osobno trójki, rosyjscy celnicy zatrzymali Sekiela. Łuczyński obawiając się wsypy, do Skierniewic dotarł dopiero po kilkunastu dniach. Jednak po jego przyjeździe do domu, nocą zjawili się żandarmi, dokonując rewizji w jego pokoju. Chociaż nie znaleźli nic zakazanego, zabronili mu opuszczania miasta, pozostawiając go do dyspozycji sędziego śledczego. Przypadkowo spotkany następnego dnia na ulicy były nauczyciel języka rosyjskiego Baumgarten, będący również sędzią śledczym, oświadczył Łuczyńskiemu, że nie chciałby się z nim ponownie spotkać, tym razem w roli sędziego. Aleksander bez wiedzy i pożegnania się z rodzicami, bez pieniędzy postanowił natychmiast uciekać.

Działalnośc legionowa

Zbiegł do Krakowa, gdzie miał licznych kolegów z czasów kursów zarzewiackich i w PDS. […] Koledzy – Norwid-Neugebauer i prof. UJ Wacław Tokarz zapewnili mu możliwości zarobkowe jako korepetytorowi. W Krakowie postanowił porzucić dalsze studia i pod pseudonimem „Jerzy Narbutt” całkowicie poświęcić się działalności wojskowej. By zostać oficerem, dużo czasu poświęcił nauce do egzaminu na podchorążego. Dziewiątego października 1913 r. został mianowany pełniącym obowiązki Komendanta II Okręgu PDS. Piętnastego października z okazji 100-lecia śmierci ks. Józefa Poniatowskiego przed Komendantem Piłsudskim z krakowskich Błoni na Wawel przedefilował batalion kadrowy Związku Strzeleckiego (ZS) i PDS dowodzony przez Jerzego Narbutta. […]

Po zabójstwie następcy tronu Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, 30 lipca, doszło do zjednoczenia polskich związków strzeleckich (ZS), PDS oraz Sokoła w jedną organizację wojskową, której Komendantem Głównym został Józef Piłsudski. Po wymarszu I Kadrowej Brygady, 17 sierpnia 1914 r. przez Pieskową Skałę, Miechów, Jędrzejów Jerzy Narbutt poprowadził do Kielc jedną z 13 nowo powstałych kompani M. Rysia-Trojanowskiego. Po 10 września kompania Narbutta opuściła Kielce, prowadząc walki odwrotowe nad Nidą, w okolicach Nowego Korczyna, Opatowca i Winiar. […] Nowo mianowany 9 października 1914 r. porucznik Jerzy Narbutt znalazł się w grupie Rysia-Trojanowskiego, mającej na celu werbunek ochotników z Królestwa do polskiej armii. Niestety próba werbunku w rodzinnych Skierniewicach była całkowicie nieudana, gdyż niemiecka komendantura nakazała por. Narbuttowi natychmiast opuścić miasto jako „przyfrontową strefę wojenną”. Z dużo lepszym skutkiem udał się nabór do legionów w Częstochowie, gdzie z Łodzi, Kalisza i Radomska zgłosiło się blisko 500 ochotników. […] Nowo mianowany 9 października 1914 r. porucznik Jerzy Narbutt znalazł się w grupie Rysia-Trojanowskiego, mającej na celu werbunek ochotników z Królestwa do polskiej armii. Niestety próba werbunku w rodzinnych Skierniewicach była całkowicie nieudana, gdyż niemiecka komendantura nakazała por. Narbuttowi natychmiast opuścić miasto jako „przyfrontową strefę wojenną”. Z dużo lepszym skutkiem udał się nabór do legionów w Częstochowie, gdzie z Łodzi, Kalisza i Radomska zgłosiło się blisko 500 ochotników. […]

 W dniach 4–6 lipca 1916 r. rozpoczęła się najkrwawsza bitwa Legionów pod Kostiuchnówką. Doszło tam do starcia 8. sowieckiej Armii Brusiłowa z siłami Austro-Węgier, Niemiec i polskich formacji legionowych. W trakcie dwudniowych walk, dowódca 1. kompanii kpt. J. Narbutt, po śmierci por. Jana Hajca, kpt. Stanisława Sław-Zwierzyńskiego i mjr. Tadeusza Wyrwy- Furgalskiego, oraz po silnym zranieniu mjr. Leona Berbeckiego w dniach 6–7 lipca przejął dowodzenie całym 5. pp. Leg., wyprowadzając pułk przez rzekę Stochód na nowe linie obronne. Wtedy to czekający na odwrót 5. pp. Leg. Komendant po meldunku kpt. Narbutta odpowiedział mu wzruszonym głosem: „Co z Was zostało, piątacy...”. Później wielokrotnie Marszałek Piłsudski wspominał, że właśnie postać takiego młodego kapitana Narbutta zapamiętał na zawsze po bitwie pod Kostiuchnówką. Tylko w 5. pp. Leg., nazywanym przez Komendanta „zuchowatymi”, w bitwie tej ubyło 30 oficerów i 500 szeregowych zabitych lub rannych.

[…] Grudzień 1916 r. był miesiącem przeznaczonym na odpoczynek legionistów, urlopy i rozrywkę. Szczególnie miły dla kpt. Narbutta okazał się pobyt w Pułtusku, gdzie miejscowi ziemianie zapraszali i gościli kadrę oficerską w swoich dworkach.  […] Właśnie wtedy kpt. Narbutt poznał wybrankę swego serca, pannę Natalię Leską z Leszcza, h. Gończy, córkę Józefa i Marceliny Rakowieckiej. […] Od sierpnia do października 1917 r. kpt. Narbutt był zastępcą komendanta kursów oficerskich, w tym czasie mieszkał w Komorowie. Niewielka odległość pozwalała na dalsze kontakty kapitana z Natalią Leską w Ołdakach, pod Pułtuskiem. Trudną sytuację na froncie zachodnim Niemcy próbowali ratować przez włączanie legionistów do Polskich Sił Zbrojnych tzw. Polnische Wehrmacht. Nic dziwnego, że bez gwarancji na zachowanie narodowego charakteru wojska i szans na utworzenie państwa polskiego, legioniści odmawiali werbunku. Po włączeniu się Stanów Zjednoczonych do wojny J. Piłsudski był pewien, że państwa centralne nie mają szans wygrać Wielkiej Wojny. […]

Dziewiątego lipca 1917 r. cała I i większość III Brygady Legionów odmówiły złożenia przysięgi. Uznając to za przejaw buntu, Niemcy rozwiązali obie Brygady, internując 147 oficerów w Beniaminowie pod Zegrzem, oraz ok. 3500 szeregowych i podoficerów w Szczypiornie k. Kalisza. […] Oficerowie zaczęli tam przybywać dobrowolnie od drugiej połowy lipca, a kpt. Narbutt zgłosił się 3 sierpnia 1917 r. […] Początkowo teren nie był ogrodzony, możliwe były odwiedziny kolegów, rodzin i znajomych. Oficerowie nie mogli się samowolnie oddalać. Początkowo na słowo honoru można było dostać kilkudniowy urlop lub przepustkę, […]

Kpt. Narbutt w ramach takiej przepustki odwiedził rodzinę w Skierniewicach, spotkał się z ks. Lubomirskim w Warszawie, a zamierzał odwiedzić jeszcze Natalię Leską w Ołdakach. Podpadł jednak w pociągu niemieckiemu komendantowi obozu w Zegrzu […] Kpt. Narbutt był jednym z najdłużej internowanych, gdyż wolność odzyskał dopiero 27 czerwca 1918 r. Rozpadająca się potęga niemiecka była sygnałem do tworzenia Polskich Sił Zbrojnych. Zgodnie z sugestią płk. Rydza-Śmigłego, kpt. Łuczyński wraz z mjr. Fabrycym już 2 sierpnia wstąpili do Polskich Sił Zbrojnych, obejmując kierownicze funkcje w 5. kursie wyszkolenia ochotników w Ostrowi Mazowieckiej–Komorowie. Wkrótce kpt. A. Łuczyński awansował na stanowisko kierownika kursu oficerskiego w Dęblinie, a przejmująca władzę nad WP Rada Regencyjna mianowała go 12 października 1918 r. majorem.

Przed przeprowadzką do Dęblina, 18 października 1918 r. w Wyszkowie, odbył się ślub Natalii Leskiej z mjr. Aleksandrem Łuczyńskim. 1918 62 R. Akt Imię Nazwisko Rodzice Imię Nazwisko Rodzice Parafia Uwagi Michał, Natalia Aleksander Łuczyński Marianna Józefa Leska Gajkowska Józef, Marcella Rakowiecka Wyszków (pow. wyszkowski).

Dęblin 

Pierwszego listopada 1918 r. zgodnie z rozkazem władz wojskowych do twierdzy w Dęblinie z niewielkim oddziałem z 2. pp. przybył mjr Łuczyński, by zorganizować i poprowadzić tam kurs oficerski dla przybyłych ze wschodu żołnierzy z byłej armii carskiej. W tym czasie zgodnie z rozkazem płk. Rydza-Śmigłego w zaborze austriackim, a nieco później także w Królestwie, rozpoczęto rozbrajanie wojsk zaborczych. Przybyli polscy instruktorzy kursu wraz z ich kierownikiem postanowili przejąć twierdzę Dęblin, gdzie stacjonowały dwa garnizony niemiecki i austriacki. Mjr Łuczyński, obawiając się silnego oporu (zwłaszcza Niemców) przy przejmowaniu twierdzy Dęblin, użył podstępu. Na czele swoich oficerów zaraz po przyjeździe udał się do austriackiego komendanta mjr. Nemansky’ego, żądając przekazania twierdzy polskiej armii. Wchodząc do twierdzy, oficerowie opanowali centralę telefoniczną, odcinając całkowicie łączność w obrębie twierdzy i na zewnątrz. Zaskoczony austriacki komendant oświadczył, że na przekazanie twierdzy musi wyrazić zgodę urzędujący w Lublinie gubernator. Nakazano mu zatem dzwonić, w celu uzyskania tej zgody telefonicznie. Po „połączeniu się z Lublinem” od polskiego oficera żandarmerii biegle mówiącego po niemiecku (siedzącego w centrali telefonicznej) usłyszał, że ma poddać twierdzę i to bez żadnych warunków wstępnych. Austriacy posłusznie złożyli broń, przekazując twierdzę wraz ze wszystkimi magazynami i składami mjr. Łuczyńskiemu. Równie udana była akcja drugiej grupy oficerów pod dowództwem kpt. Rokity, która w tym samym czasie udała się do niemieckiego komendanta. Zaskoczony i sterroryzowany przed wartownią posterunek nie zdążył użyć broni, ani zaalarmować warty. Grający w karty żołnierze pogotowia nie zauważyli, że z wartowni „zniknęły” wcześniej wszystkie karabiny. Przejęcie twierdzy odbyło się bez najmniejszego oporu i bezkrwawo, a mjr Łuczyński wydał rozkaz o przejęciu twierdzy Dęblin przez Wojsko Polskie. […]

W grudniu 1918 r. Sztab Generalny WP zmienił numerację z 4. pułku na 34. pp., wyznaczając mjr. A. Łuczyńskiego na jego dowódcę. Kolejną potrzebą była organizacja i prowadzenie na dworcu kolejowym punktu zdawczo-odbiorczego sprzętu wojennego odbieranego Niemcom. Początkowo przez Dęblin przejeżdżały transporty żołnierzy niemieckich ewakuowanych ze wschodu najkrótszą drogą do Rzeszy. Ponieważ Niemcy nie chcieli oddawać broni cywilom i ochotnikom, konieczne było stworzenie prawdziwej kompanii wojskowej. Dowódca 34. pułku szybko utworzył z ordynansów, obsługi i żołnierzy administracji kursu oficerskiego, dowodzoną przez kpt. Rokitę kompanię, która na peronach odbierała przejeżdżającym Niemcom wszelką broń, nadmiar żywości i zrabowane kosztowności. […] Trzydziestego pierwszego grudnia 1918 r. 3. batalion opuścił Dęblin, udając się do swojego docelowego garnizonu w Białej Siedleckiej (Podlaskiej). Tego samego dnia Białą opuściły wojska niemieckie wycofujące się do Brześcia Litewskiego. Pozostałe oddziały 34. pp. dotarły do Białej Podlaskiej w dniach 7–14 stycznia 1919 r.

Walki na wschodzie

Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego (NDWP) w celu ochrony polsko-niemieckiej linii demarkacyjnej oraz dla obrony Podlasia i Nadbuża przed atakami Niemców, Ukraińców i bolszewików utworzyło w rejonie Białej Siedleckiej Grupę Podlaską. […] Wiodącą funkcję w Grupie pełnił 34. pp. mjr. Łuczyńskiego. Strona polska zobowiązała się udostępnić w celu ewakuacji ze wschodu niemieckich wojsk Ober-Ostu linię kolejową: Kowel–Brześć Lit.–Białystok–Grajewo–Prusy Wschodnie (Ełk). Umowa okazała się niekorzystna dla Polski, gdyż nasze wojska nie mogły przekraczać linii demarkacyjnej, gdy tymczasem w ślad za wycofującymi się z Wołynia i Podola wojskami niemieckimi i austro-węgierskimi tereny na wschód od tej linii były zajmowane przez oddziały ukraińskie. Natomiast w Białorusi, na opuszczane przez Niemców tereny, wkraczały natychmiast oddziały Armii Czerwonej. Naczelny Wódz J. Piłsudski doskonale wiedział, jak ważne dla Polski będzie zajęcie Polesia w przyszłej, pewnej wojnie z bolszewikami. […]

W nocy 5 lutego 1919 r. 1. i 3. komp. 34. pp. mjr. Łuczyńskiego zajęła niemal bez walki dwór i wieś Kobylany, kontynuując marsz na porosyjskie forty w Kobylanach. Niemcy z fortów otworzyli krzyżowy ogień z karabinów maszynowych do idących tyralierą żołnierzy polskich, po zamarzniętej i pokrytej śniegiem łące. Na otwartym skłonie, oświetleni światłem rac, nasi żołnierze ponieśli znaczne straty. Zginął dowódca 1. komp. chorąży Stefan Aperliński wraz z 10 szeregowcami, a 11 żołnierzy zostało rannych. W następstwie odniesionych ran zmarło kolejnych 6 żołnierzy. Bitwa pod Kobylanami była niezbyt udanym chrztem bojowym 34. pp. stoczonym na wschodzie… – z Niemcami. Po zajęciu Brześcia Lit. do Kobrynia szybko przetransportowano koleją pododdziały 34. pp. mjr. A. Łuczyńskiego, które zablokowały węzły drogowe i kolejowe oraz most na rzece Muchawiec. […]

Walki prowadzone były w bardzo niesprzyjających warunkach pogodowych. […] Wojska sowieckie okazały się zbyt silne, by polskie natarcie miało szanse powodzenia. Podczas gdy żołnierze 34. pp. walczyli pod Łunińcem, 5 kwietnia w mieście nad Piną doszło do nielegalnego tajnego zgromadzenia około 150 mieszkańców pochodzenia żydowskiego. Pod nieobecność polskich wojsk do pilnowania bezpieczeństwa w Pińsku pozostał zaledwie pluton (30 żołnierzy). Żołnierzom tym udało się opanować antypolskie, jak sądzili, ekscesy komunistyczne w mieście, aresztując uczestników nielegalnego zgromadzenia. Doraźnie zwołany sąd wojenny pod przewodnictwem mjr. Łuczyńskiego uznał 35 uczestników bolszewickiego zgromadzenia winnymi, skazując ich na karę śmierci. Aby zapewnić w warunkach frontowych bezpieczeństwo w mieście, winnych natychmiast rozstrzelano. Oczywiście druga strona fakt ten nazwała mordem, pogromem i wojną antyżydowską. W sprawie tzw. incydentu pińskiego zaangażował się polski Sejm, Wódz Naczelny, premier Ignacy Paderewski, prezydent USA Wilson, komisja amerykańska Morgenthau’a, Polonia amerykańska, 2 misje brytyjskie oraz łamy niemal wszystkich światowych gazet. Choć „Incydent Piński” nigdy nie został do końca wyjaśniony, na zawsze źle połączono go z nazwiskiem mjr. Łuczyńskiego. […] Norman Davies przedstawił opinię przedstawiciela amerykańskiej komisji śledczej por. Fostera, który stwierdził: „postępowanie mjr. Łuczyńskiego było w danych okolicznościach całkowicie uzasadnione”. Więcej o „incydencie pińskim” pisał Paweł Borek w pracy poświęconej 9. DP. Nieudany atak na Łuniniec oraz próba rewolty komunistycznej w Pińsku skłoniły Józefa Piłsudskiego do zmiany terminu operacji wileńskiej i do rezygnacji z działań Grupy Podlaskiej w zdobyciu Baranowicz i Łunińca. Druga próba zdobycia Łunińca w dniu 27 kwietnia, jak również i trzecia – 26 maja, zakończyły się niepowodzeniem atakujących II i III batalionu 34. pp. mjr. Łuczyńskiego. […]

Ważnym zadaniem 34. pp. mjr. Łuczyńskiego było zdobycie Rzeczycy wraz z mostem kolejowym i przyczółkiem mostowym na wschodnim brzegu Dniepru. Po 6-godzinnych walkach z bolszewikami 9 maja zdobyto miasto, niezniszczony most kolejowy wraz z przyczółkiem mostowym na lewym brzegu Dniepru. Sporo wysiłku i ofiar wymagało późniejsze utrzymanie przyczółku atakowanego wielokroć przez wojska bolszewickie i pociągi pancerne. Docenił to dowódca 9. DP gen. W. Sikorski, pisząc w rozkazie: Majorowi Łuczyńskiemu i jego grupie dziękuję gorąco w imieniu Służby Narodowej, za jego przykładowy w dziejach wojskowości marsz na Rzeczycę, oraz za pełny brawury i rozmachu bojowego atak nocny na to miasto, bronione silnymi pozycjami nieprzyjacielskimi. Zdobycie Rzeczycy w nakazanym terminie zdecydowało o powodzeniu całej akcji na Dniepr, a co za tem idzie o klęsce dywizji bolszewickich. Pełnym sukcesem poszczycić się może zawsze niezawodny 34. pułk piechoty. Mjr A. Łuczyński otrzymał też gratulacje od dowódcy frontu gen. Stanisława Szeptyckiego, wraz z nominacją 22 maja na stopień pułkownika. […]

W dniach 28–31 lipca Brygada obsadzała odcinek Narwi od Tykocina do Złotorii, odpierając liczne ataki wroga. Cofając się, 2 sierpnia o świcie pod Mężeninem 34. pp. rozbił i wziął do niewoli prawie całą sowiecką 53. Brygadę Strzelców. Maszerowała ona bez ubezpieczenia w szyku podróżnym, by wzmocnić sowiecką dywizję, która zajęła twierdzę w Łomży. Płk Łuczyński postanowił pomóc obrońcom Łomży, kierując tam 35. pp., podczas gdy 34. pp. miał odstawić ponad 1500 jeńców wraz ze zdobytymi 3 działami, 40 wozami z amunicją i kilkuset karabinami do Zambrowa. […] Gen. Żeligowski, dowódca 10. DP, nakazał, by 34. pp. przyszedł mu z pomocą, obiecując zawrócić 35. pp. maszerujący do Łomży. Zmiana kierunku marszu okazała się tragiczna dla 34. pp.[...] Gen. Witkowski obiecał mu wsparcie, które niestety nie dotarło. Płk Łuczyński wraz z por. Galińskim – dowódcą pułku – będąc w okrążeniu, bez wahania dali przykład męstwa, osobiście prowadząc żołnierzy 34. pp. do kontrataku w Tyborach Trzciance. Dowódca brygady został ranny w lewe ramię, a dowódca pułku został ciężko postrzelony w nogę. Po wielu nieudanych próbach przebicia się, dopiero nocą przez lasy niedobitki 34. pp. w liczbie ok. 200 żołnierzy wyprowadził z matni miejscowy przewodnik. Jeszcze kilku niewielkim grupkom i pojedynczym żołnierzom udało się ujść z okrążenia. Dołączali oni wraz z uciekinierami z sowieckiej niewoli do grupy gen. Witkowskiego cofającej się do Wyszkowa. Rannych płk. Łuczyńskiego i por. Galińskiego nocą przez tereny zajęte przez bolszewików wywiózł wozem w chłopskim przebraniu szeregowy Wincenty Zubik. Przez Ostrów Mazowiecką, Wyszków dotarli oni do Warszawy. Jak wspomina gen. Lucjan Żeligowski, po sześciodniowej bitwie nad Narwią i Bugiem, 18. BP płk. Łuczyńskiego prawie przestała istnieć. kolice Jabłonki i Sań dla 34. pp. stały się miejscem najkrwawszych walk. Płk Łuczyński, wykonując bez wahania rozkaz uderzenia na tyły wojsk sowieckich, okrążony przez trzy brygady sowieckie, stracił ok. 70% stanu osobowego. […]

Po rozwiązaniu 5. A., płk. Łuczyńskiego odwołano z dowództwa 9. DP i skierowano do Białej, by tam dokończył reorganizację swojego 34. pp. Ranni żołnierze spod Jabłonki trafili do szpitala Czerwonego Krzyża, a pozostałych dowieziono na podreperowanie stanu zdrowia i reorganizację pułku do Pabianic. Zgromadzono tam ok. 400 ocalałych żołnierzy, ale nadal napływali nowi, zaginieni, uciekinierzy z niewoli sowieckiej oraz rekonwalescenci z innych szpitali. Dziewiątego sierpnia dotarły też do Pabianic resztki batalionu zapasowego 34. pp. z Białej, który wcześniej walczył nad Bugiem, w okolicach Brześcia. Po kontrataku znad Wieprza do wyzwolonej już Białej powrócił z Pabianic formowany 34. pp. Dzięki zdolnościom organizacyjnym płk. Łuczyńskiego stan żołnierzy w pułku szybko przekroczył 3000 szeregowych. Dziesiątego września 1920 r. na dworcu kolejowym odbyła się miła uroczystość, na której przejeżdżający przez Białą Wódz Naczelny Józef Piłsudski odznaczył orderami Virtuti Militari płk. A. Łuczyńskiego i por. Galińskiego – dowódcę 34. pp. – nadanymi im wcześniej za wspaniałe zwycięstwo pod Mężeninem.

Kolejnym osobistym szczęściem pułkownika były narodziny 24 września 1920 r. w Warszawie córki Marii, zwanej częściej Marytą. Po krótkim spotkaniu z żoną i córeczką w Warszawie płk Łuczyński musiał powrócić do pułku, by znów objąć dowództwo 18. BP. W końcu września wyruszył do Wołkowyska, gdzie nowo sformowany 34. pp. i 18. BP połączyły się ze swoją 9. DP. Siódmego października 9. DP weszła w skład 2. Armii gen. Rydza-Śmigłego. […]

W trakcie uroczystości z okazji drugiej rocznicy powstania 34. pp. w dniu 7 grudnia 1920 r. dowództwo pułku wręczyło w dowód wdzięczności dwie honorowe odznaki 34. pp. artystycznie wykonane w złocie: pierwszą – Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu, drugą – organizatorowi i dowódcy 34. pp. płk. Aleksandrowi Łuczyńskiemu. W drugiej połowie 1921 r. płk Łuczyński zastąpił płk. Żymierskiego na stanowisku dowódcy 2. DP Leg. Dywizja w składzie 2., 3. i 4. pp. Leg. oraz 2. pułk artylerii polowej Leg. weszły w skład 2. A. gen. Rydza-Śmigłego. Siedziba dowództwa 2. DP Leg., z racji napiętych stosunków z Litwą, mieściła się w Grodnie, gdzie zaplanowano dłuższy jej pobyt. Pomimo trudnych warunków bytowych do wynajmowanego bez mebli mieszkania pułkownik sprowadził żonę Natalię z córeczką Marytą. W ramach osadnictwa wojskowego płk Łuczyński otrzymał działkę w kolonii Mikłaszowce, pomiędzy Grodnem i Mostami. Wielkość działek osiedleńczych na Kresach wynosiła średnio ok. 18 ha, gdyż miała zapewniać samodzielność gospodarczą. Żołnierze mieli obowiązek osiedlić się na działce w ciągu roku, a w ciągu 3 lat zagospodarować ją, w przeciwnym razie ziemię tracili. Brak informacji o dalszych losach działki, gdyż niespodziewanie po krótkim pobycie w Grodnie dowództwo 2. DP Leg. przeniesiono do Suwałk, gdzie przenieśli się również państwo Łuczyńscy.

Kielce

Ponieważ koszary, większość bazy lokalowej i mieszkaniowej w Kielcach była zrujnowana, płk Łuczyński zainicjował remonty budynków, a na kieleckiej Bukówce powstały nowe koszary dla 4. pp. Leg. Dość szybko, bo w 1923 r., utworzono też Obóz Ćwiczebny Daleszyce, przeznaczony do ćwiczeń dywizyjnych. W 1924 r. państwu Łuczyńskim urodził się syn Wojciech. […]

Na wniosek Ministra Spraw Wojskowych (MSW), gen. dyw. W. Sikorskiego 1 grudnia 1924 r. Prezydent Wojciechowski awansował płk. Aleksandra Łuczyńskiego na generała brygady. Był najmłodszym generałem w kraju, uzyskując nominację w wieku 34 lat. Był też pierwszym polskim generałem – wychowankiem legionów, w odróżnieniu od wszystkich dotychczasowych generałów kończących szkoły wojskowe i służących w armiach zaborczych. Młody generał aktywnie włączył się w działalność społeczną Kielc. W 1924 r. był organizatorem Komitetów Wojewódzkich: Ligi Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej (LOPP) oraz Przysposobienia Wojskowego (PW) i Wychowania Fizycznego (WF) w Kielcach.

[…] Wielokrotnie określany bywał zwolennikiem Piłsudskiego, jak również często, że należał do Jego przeciwników. Pomimo wsparcia J. Piłsudskiego w przewrocie majowym w obozie zwolenników Marszałka gen. Łuczyński nie cieszył się zbytnią sympatią. […] Dodatkowo po przyjeździe do Kielc w 1922 r. złożył źle widzianą kurtuazyjną wizytę biskupowi Łosińskiemu oraz przestał bywać na wszystkich zjazdach legionistów (ze względów zdrowotnych). Wszystko to świadczyło, że gen. Łuczyński stał się sympatykiem gen. Sikorskiego. Nie zważając na wszelkie plotki i donosy, Józef Piłsudski cenił i lubił młodego generała.

Kraków

Latem 1930 r. Marszałek wezwał gen. Łuczyńskiego do Warszawy. Zaproponował mu objęcie Dowództwa Okręgu Korpusu Kraków (DOK V). Wyjaśnił ważną rolę tego Okręgu oraz udzielił serdecznych wskazówek dotyczących kontaktów, zwłaszcza z arcybiskupem Sapiehą oraz wojewodami krakowskim i śląskim. Oczywiście dla gen. Łuczyńskiego propozycja ta była rozkazem. W związku z planowanym kongresem Centrolewu, czyli opozycji przeciwrządowej, której mogły towarzyszyć rozruchy, już w końcu lipca generał przejął dowództwo OK w Krakowie. Tutaj oprócz zwykłych obowiązków służbowych doszły bardzo liczne funkcje reprezentacyjne, takie jak: obchody świąt narodowych, uroczystości państwowe, miejskie, kościelne, wojskowe, bankiety, parady, wizyty oficjeli i misji wojskowych. […] Marszałka J. Piłsudskiego przeznaczony dla zrzeszeń PW i WF. Wojewoda krakowski zarządzeniem z 7 kwietnia 1933 r. zezwolił gen. bryg. Aleksandrowi Łuczyńskiemu na zmianę nazwiska rodowego Łuczyński na nazwisko Narbut-Łuczyński.

[…] U kolacji u państwa Narbut-Łuczyńskich dużo czasu poświęcono dzieciom Komendanta: Wandzie i Jadwidze, oraz dzieciom gospodarzy: Marycie i Wojtkowi, z którymi Marszałek pozował do zdjęcia, a Marycie do pamiętnika wpisał długi, zabawny wiersz. Żegnając się, Komendant wyraził życzenie, żeby ich córki zaprzyjaźniły się i zaczęły się spotykać.[...] Później przy każdej okazji Marszałek wielokrotnie pytał dlaczego nie przywiózł dzieci. Narbut-Łuczyński początkowo traktował te życzenia jako wyraz uprzejmości ze strony Marszałka. Podczas narady z wszystkimi dowódcami OK w Brześciu, Piłsudski przechodząc przed rzędem generałów, niespodziewanie zatrzymał się i podając rękę Łuczyńskiemu zapytał, dlaczego do tej pory nie przysłał swoich dzieci. Po zakończonej naradzie zaciekawionym generałom trzeba było wyjaśniać, o co Marszałkowi chodziło z tymi dziećmi. Dopiero wtedy pani Natalia z Marytą udały się do Warszawy, by odwiedzić w Belwederze państwa Piłsudskich z córkami. Dziewczynki długo bawiły się w ogrodzie belwederskim. Gen. Narbut-Łuczyński wspominał jeszcze jedną, jakże pamiętną wizytę córki w Warszawie. W 1935 r. już ciężko chory Józef Piłsudski zażyczył sobie, by do Warszawy przybyła Maryta. Pod opieką oficera, 14-letnia dziewczynka odwieziona została do Belwederu, gdzie bawiła się z Wandą i Jadwigą. […]

II wojna światowa

W połowie sierpnia 1939 r. gen. Narbut-Łuczyński otrzymał przydział na stanowisko dowódcy etapów Armii Kraków gen. Szyllinga. Już 3 września Armia Kraków rozpoczęła odwrót na wschód, a DOK skierowano do Łańcuta. […] Tam 11 września gen. Narbut-Łuczyński otrzymał zadanie ewakuacji za granicę wybitnych specjalistów krajowych z zakresu lotnictwa, broni pancernej i uzbrojenia, a także pomoc przy wywiezieniu z kraju transportów z kruszcem złota. Od 12 do 16 września działał w rejonie Lwów– Tarnopol–Kołomyja.

[…] Gen. Aleksander Narbut-Łuczyński opuścił po raz ostatni Ojczyznę 18 września 1939 r., po przekroczeniu granicy rumuńskiej w Kutach. Po rozbrojeniu Polaków kolumny internowanych dotarły 27 września do miejscowości Tulcea, skąd poszczególne grupy wojskowych kierowano do miejsc przeznaczenia. Następnego dnia grupa generałów transportem kolejowym wyjechała do miejscowości kuracyjnej Baile Herculane. Wobec nagminnych ucieczek z obozów władze rumuńskie chciały wprowadzić tzw. lojalki, w których internowany ręczyłby słowem honoru, że nie opuści terenu obozu. Wódz Naczelny, a zarazem Minister Spraw Wojskowych we Francji, gen. Sikorski zabronił żołnierzom podpisywania tego typu deklaracji. […] Zawiść i intrygi w polskiej armii nie ominęły gen. Narbuta-Łuczyńskiego również za granicą. Usłużni donieśli do kwatery Wodza Naczelnego, że generał zabronił żołnierzom wyjazdów do Francji. Gen. Sikorski rozkazem L.73/tj./39 za pośrednictwem ambasady w Bukareszcie w piśmie do gen. Berbeckiego wyłączył gen. Narbuta-Łuczyńskiego z wszelkich prac przy formowaniu polskich wojsk. Po liście skierowanym do Wodza Naczelnego i wyjaśnieniu oczywistego oszczerstwa, 30 listopada gen. Sikorski wspominając wspólne walki z bolszewikami, zezwolił mu na przyjazd do Francji. Dzięki pomocy polskiej ambasady w Bukareszcie, przez Belgrad i Mediolan 3 stycznia 1940 r. gen. Narbut-Łuczyński zameldował się w Paryżu.

[…] Po upadku Francji obóz w Cerizay przeniesiono do obozu Rothesay, na niewielkiej szkockiej wyspie Bute, przez oficerów zwanej „wyspą wężów”. W marcu gen. Narbut-Łuczyński zdążył skontrolować jeszcze 9 innych OOW we Francji. Niestety gen. Sikorski nie przyjął bardzo krytycznego raportu dotyczącego OOW w Cerizay, w którym warunki przebywających tam oficerów generał przyrównał do warunków panujących w obozach dla internowanych. Po trzech miesiącach pracy gen. Narbut-Łuczyński został odwołany z funkcji. Do czasu ewakuacji do Anglii, mocno zaciskając pasa, mieszkał w Paryżu. Atak Niemiec na Francję zmusił polskie władze wojskowe do wycofania się 22–23 maja najpierw do Vichy, skąd oficerowie z gen. Narbutem-Łuczyńskim wyruszyli dalej pieszo do małego portu Saint Jean de Luz. Po załadowaniu się 27 maja na pokład angielskiego statku ,,Ettrick”, bez przeszkód dotarli do Plymouth w Anglii, skąd 30 czerwca transportem kolejowym dojechali do obozu Crawford w Szkocji. […]

W czerwcu 1942 r. gen. Narbutowi-Łuczyńskiemu powierzono kierownictwo Centralnej Komisji Regulaminowej (CKReg.), której zadaniem było opracowanie regulaminów i instrukcji dla wszystkich rodzajów broni i służb, z uwzględnieniem przepisów angielskich. […] W okresie wrzesień 1942 r.– grudzień 1945 r. piszący pod pseudonimem „Joten” Narbut-Łuczyński opublikował w „Dzienniku Żołnierza” 33 artykuły O wojnie i o wojsku. Dużą radość sprawił mu otrzymany w połowie 1945 r. list z Niemiec od syna Wojtka, który jako podchorąży, żołnierz AK i powstaniec warszawski zmuszony był uciekać z kraju przed polską bezpieką.

[…] Spodziewając się przyjazdu żony Natalii z córką Marytą, z oszczędności generał zakupił dom w Edynburgu. Od 20 marca 1946 r. władze angielskie rozpoczęły kampanię zachęcającą polskich żołnierzy do powrotu do kraju. Dla wojskowych odmawiających powrotu zaczęto organizować Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia (PKPR), który miał w ciągu 2 lat przysposabiać żołnierzy do życia w cywilu, nauki języka i przyuczenia do nowego zawodu. Po dwóch latach władze angielskie przystąpiły do działań demobilizacyjnych. Wśród wielu sprzecznych informacji o losie żony Natalii i córki Maryty, wreszcie 27 czerwca 1946 r. przyszła radosna wiadomość, że obie znajdują się w Niemczech. […] Ponieważ w Edynburgu pomimo wielu poszukiwań nie udało się znaleźć zatrudnienia, państwo Narbut-Łuczyńscy sprzedali dom i przeprowadzili się do Londynu.

[…] Około 1952 r., cała rodzina opuściła Wielką Brytanię, udając się już na stałe do Stanów Zjednoczonych, gdzie zamieszkali w stanie Connecticut. Tam w środowiskach polonijnych generał prowadził aktywną działalność kombatancką. Generał Aleksander Narbut-Łuczyński zmarł 25 lipca 1977 r. w miejscowości New Britain, w wieku 87 lat. Został pochowany na polskim cmentarzu przy Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown. Żona Natalia zmarła 24 lipca 1982 r. w wieku 92 lat, pochowana została obok męża. Na cmentarzu przy Sanktuarium pochowanych jest wielu polskich żołnierzy z I i II wojny światowej, w tym kilku generałów oraz kombatantów. W „Polish Arlington” znajduje się też serce premiera Polski, wybitnego pianisty Ignacego Jana Paderewskiego. Urna z jego sercem wmurowana jest w ścianę świątyni, a pomnik z brązowym odlewem orła w koronie góruje na cmentarzu Amerykańskiej Częstochowy.

Gen. Aleksander Narbut-Łuczyński odznaczony był:

  • Orderem Wojennym Virtuti Militari V klasy,
  • Orderem Odrodzenia Polski (krzyż komandorski i krzyż oficerski),
  • Krzyżem Niepodległości,
  • Krzyż Walecznych (4-krotnie),
  • złotym Krzyżem Zasługi (2-krotnie),
  • Krzyżem Kawalerskim Orderu Francuskiej Legii Honorowej,
  • estońskim Orderem Kaitseliid Valgerist,
  • Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta IV klasy,
  • Krzyżem Kawalerskim Legii Honorowej,
  • Medalem Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości,
  • Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918–1921,
  • Krzyżem 5. Pułku Piechoty Legionów,
  • Krzyżem za Męstwo 9. Dywizji Podlaskiej,
  • Odznaką Honorową za Rany i Kontuzje.

Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:

ALEKSANDER NARBUT-ŁUCZYŃSKI GENERAŁ ZE SKIERNIEWIC - Jerzy i Marek Mocheccy

 

Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduje się w powyższym dokumencie.

 

Informacje

Copyright 2022

Muzeum Historyczne Skierniewic

 

Projekt i wdrożenie: Przemysław Sarzyński