Wróć do listy Biografii Skierniewiczan

Jestem dumny

Źródła bibliograficzne:

05 czerwca 2026

Jagodzki Stefan

Szczególne miejsce w historii rodziny zajmuje Stefan Jagodzki (1930–2010), syn Adama i Stefanii.

Po wojnie był związany ze środowiskiem harcerskim. Utrzymywał kontakty z dawnymi członkami Szarych Szeregów oraz uczestniczył w licznych spotkaniach kombatanckich.

Po latach został mianowany na stopień podporucznika Wojska Polskiego. Akt mianowania został podpisany przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej 21 marca 2006 r.

Jan Michałowski wspominał go jako człowieka eleganckiego, energicznego i niezwykle towarzyskiego:

W mojej pamięci Stefan Jagodzki pozostał jako mężczyzna zawsze elegancko ubrany w markowy garnitur, koszulę i krawat, buty lakierki, modne nakrycie głowy i dobrze skrojoną jesionkę. Przyjeżdżał na kilka dni, obowiązkowo odwiedzał wszystkich znajomych, w tym i nasze mieszkanie przy Rynku.

Stefan chętnie opowiadał o dawnych czasach, wojnie i pierwszych latach powojennych. Podczas spotkań rodzinnych przy stole często wracano do wspomnień związanych z okupacją, działalnością harcerską i życiem mieszkańców Rynku 29 i 30.

Jedna z opowiadanych przez niego historii dotyczyła pierwszych lat po wojnie. W czasie jednej z państwowych uroczystości skierniewiccy harcerze uczestniczyli w defiladzie, posiadając jeszcze broń pozostałą z okresu wojny. Nie uszło to uwadze nowych władz bezpieczeństwa, które szybko zainteresowały się młodymi uczestnikami wydarzenia. Był to charakterystyczny przykład przejścia od wojennej rzeczywistości do nowych realiów politycznych Polski Ludowej.

 

Zapiski o Stefanie Jagodzkim 

W domu, obok restauracji przy Rynek 29, mieszkała wdowa Jagodzka z córką i dwoma synami. W 1942 r., kiedy zostali wysiedleni ze Żnina do  Skierniewic, Maria miała 13 lat, Stefan 12, a Jan Kazimierz 6 lat. Maria i Stefan również działają w Szarych Szeregach.

Działalność konspiracyjną i dalsze losy Stefana Jagodzkiego najlepiej zilustruje mowa pożegnalna wygłoszona na jego pogrzebie 6.04.2010 r. przez pana Kazimierza Figata:

W imieniu stowarzyszenia Szarych Szeregów, a także jako przyjaciel Stefana osobiście żegnam Go.

Stefan Tadeusz Jagodzki po mieczu wielkopolanin, po kądzieli od wielu pokoleń skierniewiczanin. Urodził się w Żninie w roku 1930.

W latach okupacji, po śmierci ojca zamordowanego przez Niemców, żołnierza Armii Hallera i działacza społecznego, a wkrótce i brata skazanego w Berlinie na karę śmierci za przynależność do Związku Jaszczurczego rodzina Jagodzkich została wysiedlona do Generalnej Guberni i tak znalazł się w Skierniewicach, gdzie mieszkała rodzina matki. W Skierniewicach jako jedno z wielu dzieci wojny uczył się w liceum pedagogicznym przy ul. Marszałka Piłsudskiego, w szkole działającej jeszcze na mocy ustawy z 1928 r., a dzisiaj już pamięć o tej wspaniałej szkole odchodzi w przeszłość razem z jej wychowankami. Jest jednak okazja, by wspomnieć takich wychowawców, jak: profesor Władysław Chmielowiec, profesor Religa (ojciec), profesor Oskierka czy profesor Jasińska, którzy bez wątpienia wywarli wielki wpływ w tworzeniu osobowości wychowanków.

Żegnając Stefana, właściwie będzie wspomnieć jego przyjaciela i przyjaciela nas wszystkich tu obecnych Edmunda Jaworskiego, późniejszego trenera lekkoatletycznej Kadry Narodowej Oszczepników, także absolwenta liceum pedagogicznego. Skierniewice – miasto o wielkich tradycjach harcerskich – od pierwszych dni wojny uczestniczyło w walce z okupantem, jak nakazywał obowiązek, Stefan wstąpił do Szarych Szeregów, służył w pionie „Zawisza”, ul – „Puszcza”, rój – „Wilkołaki” przybrał pseudonim „Wicher”.

Po wojnie pracował w Warszawie, a następnie przez blisko 40 lat w Szczecinie. W Nadodrzańskim Kombinacie Budowlanym był jedynym bezpartyjnym członkiem dyrekcji, zawdzięczając to niespożytej energii, talentom organizacyjnym i wielkiej pracowitości – wybudował zakłady chemiczne w Policach. Był honorowany wieloma odznaczeniami państwowymi i kombatanckimi, najwyżej cenił Krzyż Armii Krajowej.

Po przejściu na emeryturę wrócił do Skierniewic i tu mieszkał do końca 2009 r., gdy ciężka choroba stała się przyczyną wyjazdu do Warszawy – umierał długo – i mimo najczulszej opieki żony i syna doświadczył niewypowiedzianych cierpień, które znosił z podziwu godnym uporem.

Przekazuję wyrazy współczucia rodzinie.

Szare Szeregi żegnają swego druha, kolegę i przyjaciela. Zachowamy go w naszej pamięci

W uzupełnieniu ww. wypowiedzi dodam, że 21 marca 2006 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej mianował kaprala Stefana Jagodzkiego, syna Adama, na stopień podporucznika Wojska Polskiego.

W mojej pamięci Stefan Jagodzki pozostał jako mężczyzna zawsze elegancko ubrany w markowy garnitur, koszulę i krawat, buty lakierki w okresie jesienno-zimowym modne, na czasie, nakrycie głowy i dobrze skrojona jesionka. Przyjeżdżał na kilka dni, obowiązkowo odwiedzał wszystkich znajomych, w tym i nasze mieszkanie przy Rynku.

Przychodząc do nas, witał się ze wszystkim swoim charakterystycznym tubalnym głosem, siadał przy stole, na który zaraz serwowana była herbata, kawa i inne napoje, moja mama zachęcała go, by opowiadał, co słychać w wielkim świecie, przyjeżdżał przecież ze Szczecina, wcześniej z Warszawy. Często rozmowy przy stole po wyczerpaniu tematów bieżących zmieniały tematykę na wspomnienia. Razem z bratem przysłuchiwaliśmy się tym rozmowom, wcześniej uraczeni przez Stefana słodyczami. Jedno z takich wspomnień z lat 1945/1946 jest charakterystyczne dla jego fantazji i rogatej duszy.

Po wojnie, nie pamiętam, z jakiej okazji, czy to było święto 1 Maja, czy inna rocznica, w Skierniewicach była zorganizowana defilada. W defiladzie brał udział Stefan ze swoimi kolegami harcerzami, którzy przybyli na uroczysty przemarsz z bronią. Większość miała zatknięte za paskami pistolety, a jeden z kolegów przybył nawet z RKMemem. Po defiladzie chłopcy rozeszli się do domów. Uzbrojenie harcerzy nie uszło uwadze odpowiednich służb. Tego samego dnia, po kilku godzinach, u wszystkich biorących udział w defiladzie zjawili się panowie z UB, broń została im zabrana, a chłopcy musieli się tłumaczyć. Ponieważ był to czas powojenny i było dużo broni porzuconej przez Niemców, więc nie było trudno ją pozyskać. Ponieważ byli to młodzi ludzie, Stefan miał 15 lat, a byli i młodsi, skończyło się na surowej rozmowie z rodzicami i ostrzeżeniu, że następnym razem za posiadanie broni będą aresztowani.

 

Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:

HEROS I BOHATEROWIE II WOJNY ŚWIATOWEJ I CZASY PO WYZWOLENIU W 1945 R. MIESZKAŃCÓW Z ULIC RYNEK 30 I RYNEK 29 W SKIERNIEWICACH - Jan Walenty Michałowski

Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduję się w powyższym dokumencie.

 

Informacje

Copyright 2022

Muzeum Historyczne Skierniewic

 

Projekt i wdrożenie: Przemysław Sarzyński