Wróć do listy Biografii Skierniewiczan

Jestem dumny

Źródła bibliograficzne:

03 czerwca 2026

Gładkowski Andrzej

Andrzej Gładkowski, co wynika z aktu chrztu zarejestrowanego w parafii Świętego Krzyża, przyszedł na świat 27 listopada 1769 r. w Warszawie.

 

Akty chrztu są dla nas najbardziej wiarygodnym źródłem potwierdzającym urodzenie, jego czas, miejsce oraz nazwiska świadków towarzyszących obrzędowi. Zdarzało się co prawda, że niektórzy ze spisanych byli nieobecni, natomiast praktyka stosowana w parafiach warszawskich rzadko dopuszczała taką okoliczność. Akt chrztu Andrzeja został spisany w języku łacińskim jak wszystkie w tym okresie, ponieważ był to język obowiązujący w liturgii przez długie lata, również w metrykach, aż do wprowadzenia Kodeksu Napoleona w 1806 r. Fakt, że Gładkowskiego ochrzczono w parafii Św. Krzyża, świadczy, że rodzice dziecka zamieszkiwali w rejonie tej świątyni. Parafia miała charakter ogólnopolski, więc nie należy wytyczać dla niej ścisłych granic. To tu król Stanisław August Poniatowski nadawał Order Świętego Stanisława. W bazylice przez trzy lata spoczywały zwłoki księcia Józefa Poniatowskiego. Ulokowano w niej serca Fryderyka

Chopina i Władysława Reymonta, a lista znanych postaci, które odznaczano lub wyprawiano im obrzędy pogrzebowe jest długa. Czy wiemy kim były osoby występujące w akcie urodzenia Andrzeja Gładkowskiego?

Rzecz jasna ksiądz Bętkowski pełnił funkcje liturgiczne. Niejakim tropem może być dla nas informacja o śmierci ojca chrzestnego Andrzeja, jego imiennika Czarkowskiego. Andrzej Czarkowski zmarł 24 kwietnia 1776 r., a więc siedem lat po narodzinach chrześniaka i co ważne, rok po śmierci rodziców Gładkowskiego, Sebastiana i Marianny3. Jest to cenne źródło.

Czarkowski mógł zająć się losem syna chrzestnego po zejściu jego rodziców, niestety niedługo sam odszedł z tego świata. Zmarł w wieku 50 lat i pozostawił po sobie wdowę Franciszkę Czarkowską. Fakt nadania Gładkowskiemu imienia jego ojca chrzestnego może w daleko idącym domyśle sugerować bliższą znajomość obu rodzin. Akt zgonu Czarkowskiego spisano w Kościele św. Krzyża.

 

Matka chrzestna Andrzeja Anna Schmidt była Niemką wyznania ewangelicko-augsburgskiego. Dowiadujemy się z metryk, że pochodziła

z Warszawy, w 1780 r. urodziła córkę Marię z małżeństwa z Janem Heinem z Schonnbrunn4. W momencie podawania do chrztu Andrzeja była więc panną, zapewne nastoletnią. Chrystian Kangus asystujący przy chrzcie także był wyznania ewangelickiego. W tym czasie Rzeczpospolita, będąca po pierwszym rozbiorze, pozwalała na dość swobodne osadnictwo ludności niemieckiej w stolicy. W Warszawie znajomości Polaków z Niemcami były zapewne powszechne. Wiążącej odpowiedzi na związki Gładkowskich ze Schmidtami mogłyby nam dać profesje, którymi się trudnili. Inna sprawa, że nazwisko Schmidt spotkać było można w stolicy już od co najmniej drugiej dekady XVIII stulecia. Jak podaje Barbara Grochulska, imigracja niemiecka przeżywała już rozkwit za czasów Wettinów. Ściągali tu artyści, fabrykanci, rzemieślnicy. Przyjeżdżali z rodzinami i czeladnikami. Szukali łatwego zarobku.

Zachowywali wyznanie ewangelickie i niemieckie obyczaje. Doskonałymi źródłami nad badaniami demografii Warszawy są lustracja Dawidsona z 1754 r. i spis ludności z 1792 r. Stolica była mieszanką narodowościową.

 

Nasze wyobrażenie o urbanistycznym charakterze Warszawy może być mylące. Przywierające do siebie kamienice, kramy i place rynkowe, bruki i ulice na pozór miejskie przeplatały się z pałacami i rezydencjami. Warszawa dopiero dorastała. Odsetek ludzi pochodzenia szlacheckiego był niewielki. Na przestrzeni spisania dokumentów, o których mowa powyżej, wzrósł od 2% do 8%, ale to nadal niewiele. Jest to ciekawe ujęcie z punktu widzenia losów rodziny Gładkowskich. Pośród statystyk dotyczących warstw społecznych w 1792 r. rodzinę Andrzeja należy sytuować w kategorii „służba magnacka”. Spis ujmuje w tym zestawieniu 101 mężczyzn bez podania nazwisk,

stanowiących 3% ogółu. Gładkowski miał w tym czasie 23 lata i należy przyjąć, że już w tej służbie praktykował. Można go było zaliczyć raczej do mieszczan niż do szlachty. Stosując natomiast klasyfikację służby magnackiej posesjonackiej, do której z pewnością należy przyporządkować rodzinę, jaką założył Andrzej, można przyjąć, że po ożenku zajmował oddzielne domostwo, tzn. wydzielone w kamienicy. Wobec powyższych ustaleń, przypuszczamy, że związki rodziny ojca Andrzeja – Sebastiana Gładkowskiego z Czarkowskimi

czy też Schmidtami – nie były ani zaskakujące, ani trwałe.

 

Naszym zadaniem jest odsłonięcie zasłony skrywającej historię życia Andrzeja Gładkowskiego, zapisaną między wierszami aktów metrykalnych. Jest to życiorys o tyle zagadkowy, co pozwalający krok po kroku śledzić poczynania ojca Konstancji. Już na początku wywodu należy postawić założenie, iż był on człowiekiem pracowitym, operatywnym, potrafiącym odnaleźć drogę do godniejszego życia. Spójrzmy więc, w jaki sposób zmieniały się koleje losu jego rodziny.

 

Najstarsze dziecko Andrzeja Gładkowskiego, Klementyna, zostało ochrzczone 23 stycznia 1805 r. w parafii św. Andrzeja w Warszawie.

Z aktu jednak dowiadujemy się, że urodziła się ona w roku poprzednim. Dokument dostarcza nam niezwykle istotnej wiedzy o miejscu zamieszkania rodziny Gładkowskich przy ulicy Elektoralnej pod numerem hipotecznym 749. Ojciec dziecka miał w tym roku 36 lat, a więc był już dojrzałym mężczyzną, zapewne od wielu lat pracującym zarobkowo. Nazwa ulicy nawiązuje do elektora Augusta II7. Taką oto nazwę nosi od 1770 r. numer domu przy Elektoralnej, w którym mieszkali Gładkowscy, to 10. Była to jedna z tych ulic Śródmieścia, wzdłuż której rosły w szybkim tempie kamienice. Istotną informacją może być fakt, iż pod numerem 12 od 1778 r. działała manufaktura powozów i karoc Tomasza Dangla, zatrudniająca 300 osób.

 

Elektoralna położona jest w zachodniej części centrum w kierunku Woli, tak więc oddalona jest od ulicy Zakroczymskiej, późniejszego miejsca zamieszkania rodziny, aż o 8 km. Można więc przyjąć, że następująca po sobie migracja Gładkowskiego oznaczała także zmianę pewnych życiowych celów. Otóż matką chrzestną Klementyny była Anna Krause, żona wielkiego fabrykanta Dangla. Wielkiego, ponieważ jego zasługi były wymierne. Jak się dowiadujemy z Polskiego słownika biograficznego i biogramu autorstwa Wiktora Kornatowskiego, zakład Dangla produkował 100 modeli powozów i był słynny na całą Europę. Za zasługi, podczas Sejmu Czteroletniego, Dangel otrzymał tytuł szlachecki i herb. Małżonkowie byli pochodzenia niemieckiego.

Dangel podobnie jak Tepperowie należał do nowej grupy właścicieli, mieszczan dorabiających się wielkich fortun. Kariera Dangla była nadal na przełomie XIX i XX w. uważana za godną naśladownictwa.

 

Przyszedł on do Polski z mantelzakiem na plecach, a idąc drogą ku Warszawie spotkał wracającego z przejażdżki od strony Raszyna króla Stanisława Augusta. Król spostrzegłszy wędrownika, zapytał, czym się zajmuje? Dowiedziawszy się, że nosi nazwisko Dangel i że kształcił się w zagranicznych zakładach siodlarskich przy budowie pojazdów, rozkazał mu stawić się na zamku. Wsparł go następnie swą opieką i niewielką pomocą, i to było początkiem majątku i rozgłosu tego fabrykanta, którego powozy danglówkami powszechnie zwano.

 

Dzieje spolszczonej rodziny Danglów zasługują na szczególną uwagę, zarówno z racji patriotycznych postaw, wielodzietności i ważnych ról, jakie odgrywali potomkowie protoplasty, jak i faktu, iż byli oni kontynuatorami przedsiębiorczego zmysłu dziada o wyznaniu ewangelicko-augsburgskim, choć sami w większości przyjmowali już wiarę katolicką. Źródła mówią nawet o 500 robotnikach zatrudnionych w fabryce. Był to profesjonalny zakład opatrzony szczegółowym regulaminem. Czy robotnikiem w takim zakładzie mógł być osierocony Andrzej Gładkowski? Matką chrzestną nie zostaje się zazwyczaj z przypadku. Być może Andrzej szybko wspinał się po szczeblach funkcyjnych, jeśli był zatrudniony w fabryce. O Michale Udymowskim, ojcu chrzestnym Klementyny, wiemy jedynie, że w 1784 r. zawarł związek małżeński z Józefą Japońską w Kościele św. Krzyża. Nie bez znaczenia w kontekście osoby Gładkowskiego i jego dalszych losów może być fakt, że Dangel zmarł w 1808 r.

 

Kolejny dokument źródłowy dobitnie przekonuje nas o zamyśle Andrzeja Gładkowskiego do prowokowania kontaktów towarzyskich. Akt chrztu jego drugiej córki Emilii dostarcza na to dowodów11. Emilia urodzona 2 sierpnia 1807 r. została ochrzczona rok później 29 sierpnia.

Jej rodzicami chrzestnymi byli Jakub Kalkorn i Salomea Kalinowska. O ile pierwsze nazwisko niewiele nam mówi, to Salomea ze Zwolińskich była żoną kolejnej wybitnej postaci – Kajetana Kalinowskiego. To uznany polski prawnik i finansista, który pełnił urząd doradcy Ministra Skarbu Ksawerego Druckiego-Lubeckiego. To pierwszy prezes Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Był on również właścicielem dóbr Opacz Wielka, o które zahaczała ówczesna ulica Leszno. Przy tej ulicy mieszkała w 1808 r. rodzina Gładkowskich. Tam też znajdował się wiatrak i młyn Kalinowskiego, jak można przypuszczać kolejne miejsce zatrudnienia Andrzeja Gładkowskiego liczącego wówczas 39 lat. Kalinowski był zagorzałym patriotą, uczestnikiem insurekcji kościuszkowskiej. W interesującym nas momencie był już sędzią apelacyjnym w Departamencie warszawskim. On najprawdopodobniej zatrudniał Gładkowskiego w swojej fabryce w Opaczy.

 

Kolejne miejsce zamieszkania Gładkowskich to następna rozbudowująca się wówczas okolica. Tu powstały w II połowie XVIII wieku pałace Potockich i Działyńskich, a także Gmach Polskiego Monopolu Spirytusowego.

 

Powstały one na miejscu pól uprawnych, wzdłuż typowej ulicówki. Dziś dawny majątek Salomei Kalinowskiej to dzielnica Włochy. Jest to więc teren położony jeszcze dalej od Śródmieścia niż ulica Elektoralna. Jak to się stało, że Gładkowski przeszedł z manufaktury powozów do młyna przy wiatraku? Wielu młynarzy było Niemcami. Być może kluczem do tej znajomości jest koligacja Kalkorn–Dangel? Młyn w Opaczy działał już za poprzedniego właściciela Arnolda Byszewskiego, adiutanta królewskiego. Tu znajdował się folwark na 24 gospodarstw. Czyżby w tymże folwarku ekonomem mianowano Gładkowskiego? Niewykluczone, że lokalizacja Opaczy w pobliżu

Falent i Raszyna też ma tu wiele do powiedzenia.

 

W Encyklopedii powszechnej Orgelbranda znajduje się ciekawy opis:

„W 1800 r. już po trzecim rozbiorze Polski, kiedy to Warszawa i jej okolice dostały się pod panowanie króla Prus, dobra ziemskie Falenty, Raszyn i Gołków przejął z masy upadłościowej Teppera Tomasz Michał Dangel”.

 

Akty metrykalne rodziny Andrzeja Gładkowskiego, w których występuje on jako jedna z głównych postaci opisywanych wydarzeń, świadczą zarówno o dowolności w określaniu lat jego życia, jak i każą nam formułować nowe osądy co do miejsca zatrudnienia Andrzeja w konkretnych domach.

 

Otóż, w akcie chrztu trzeciej córki Konstancji czytamy, że Andrzej ma 47 lat, co nie jest prawdą, gdyż akt został sporządzony w roku narodzin córki, czyli w 1810. Gładkowski miał wówczas 41 lat.

 

Ponadto, co niezwykle istotne, był murgrabią w domu, w którym mieszkał z rodziną, czyli willi przy Zakroczymskiej 15. Doświadczenie zdobywał właśnie w tej rezydencji.

 

Logiczne wydaje się, że osiadł w miejscu zatrudnienia i tam sprowadził rodzinę.

 

W 1810 r. właścicielem kamienicy przy ul. Zakroczymskiej był Jan Szaniecki. Z jego pamiętnika dowiadujemy się, że właśnie w tym czasie przeżywał apogeum swojej kariery prawniczej. Został zastępcą Prokuratora Generalnego przy sądzie stołecznym apelacyjnym i widnieje na liście adwokackiej.

 

W 1825 r. nakładem Drukarni Józefa Węckiego wydano w Warszawie „Rozprawy nad sprzedażą dóbr z Ordynacyi Myszkowskich” Szanieckiego.

 

Prawdziwie cennym źródłem, wymagającym oddzielnej analizy i przydatnym dla poznania poglądów wykształconej klasy średniej oraz wyższej, są „Pamiętniki Jana Olrycha Szanieckiego”, zredagowane przez Marcelego Handelsmana i wydane w 1912 r. w Warszawie staraniem Koła Prawników Polskich. Obecnie znajdują się one w zasobach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Kielcach.

 

Celowe będzie jednak przytoczenie dziejów poprzednich właścicieli willi.

 

W efekcie pogłębionych poszukiwań dowiedzieliśmy się, że w 1790 r. zmarł właściciel kamienicy Władysław Gurowski. Wiemy również, że kolejnym właścicielem był wspomniany Jan Szaniecki, jednak miał wtedy zaledwie trzy lata.

 

Niejaką trudność sprawiło nam zwyczajowe nazewnictwo kamienicy. Jeszcze w 1821 r. występuje ona jako Dom Gurowskich, podczas gdy do tego roku zmieniała już właścicieli – przechodziła w ręce Szanieckiego i Francuza Maringe’a.

 

Bardziej wiarygodny jest dla nas zapis w art. 2 ust. 4 Dekretu Króla Saskiego i Księcia Warszawskiego z 16 marca 1809 r., gdzie czytamy:

„Nowe Miasto wzdłuż aż do Domu Gurowskich”.

 

Można więc domniemywać, że właścicielami byli spadkobiercy Władysława Gurowskiego, mający swoje majątki w Wielkopolsce.

 

W akcie urodzenia Konstancji Gładkowskiej znajdujemy ciekawe określenie, iż „urodziła się ona w domu pomieszkania ojca”. Nie należy jednak przywiązywać się do dosłownego znaczenia tego sformułowania. Rodzina Gładkowskich po prostu tam mieszkała.

W akcie jako świadkowie pojawiają się rzemieślnicy: stolarz Jan Rakowski oraz szklarz Jan Gabryszewski, obaj zamieszkali przy ul. Przyrynek, zlokalizowanej nieopodal i równoległej do kamienicy przy Zakroczymskiej.

 

Można sądzić, że byli znani Gładkowskiemu z usług wykonywanych dla domu, w którym był zatrudniony.

Tyle wynika z aktu urzędu stanu cywilnego. Natomiast prawdziwą kopalnią wiedzy okazuje się akt chrztu Konstancji spisany w języku łacińskim z oryginalnymi pieczęciami.

 

Przyszło nam rozwikłać pochodzenie rodziców chrzestnych Konstancji. Były to osoby niepoślednie – Mikołaj Abramowicz i Konstancja Żwanowa.

 

O Abramowiczu wiemy, że dwa lata później znalazł się na liście szpiegów działających na Litwie na rzecz wywiadu francuskiego. Możemy wnioskować, iż w 1810 r. znajdował się w kręgu znajomych Szanieckiego, a co za tym idzie także Gładkowskiego. Bywał w kamienicy, a więc był obecny również w dniu chrztu.

 

Według zapisu z metryki był wtedy siedemnastoletnim młodzieńcem.

 

Matka chrzestna natomiast była nieślubną córką króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i Magdaleny z Lubomirskich, żony Aleksandra Sapiehy. Jak wiadomo, pałac Sapiehów znajdował się w sąsiedztwie przy ul. Zakroczymskiej.

 

Kontakty zarówno wśród możnych, jak i obsługi pałacowej oraz służby mogły być – i z pewnością były – rozległe.

 

Życiorys Konstancji Różyckiej Peters Cichockiej Żwanowej, bo takie nazwiska nosiła, to interesujący temat na odrębną opowieść o życiu prywatnym ówczesnych elit. Jej losy były tyleż zmienne, co obfitujące we wzloty i upadki.

 

W 1810 r. była rozwiedzioną, czterdziestodwuletnią matroną, byłą żoną pułkownika wojsk koronnych Karola Żwana oraz matką Kazimierza – oficera pułkownika i malarza zarazem.

 

Jej świadectwo dla chrztu dziecka Andrzeja nobilitowało go wśród śmietanki towarzyskiej, wokół której toczyło się życie rodziny Gładkowskich.

 

Potwierdzeniem związku zachodzącego między rodzicami chrzestnymi Konstancji jest akt małżeństwa zawarty w Warszawie w grudniu 1810 r. między Mikołajem Abramowiczem a Emilią Cichocką, bratową Żwanowej.

 

Mikołaj był kawalerem maltańskim pochodzącym z Litwy, synem starosty starodubowskiego Joachima.

 

Gdybyśmy oparli się jedynie na informacji o jego wieku – 21 lat – pochodzącej z aktu małżeństwa, należałoby wykluczyć obiektywność osądu o tożsamości Abramowicza z aktu chrztu Gładkowskiej.

 

Kawaler był rzeczywiście młodzieniaszkiem dla zaślubionej Emilii, rozwódki, więc nie zaszkodziło nieco dodać mu lat w akcie małżeństwa, co nie było w tamtych czasach wyjątkiem. Dlatego uznaliśmy, że pomimo różnic w określeniu wieku mogła to być ta sama osoba.

Nasze wątpliwości rozwiewają informacje zawarte w innym źródle, wskazujące datę jego narodzin na 1789 r.

 

Pochodzenie litewskie stwierdzone w akcie ślubu dodaje wiarygodności tezie, że Abramowicz – mąż Cichockiej – i Abramowicz szpieg to ta sama osoba.

 

Tym samym autentyczność tej postaci jako chrzestnego Konstancji jest niepodważalna.

 

Wydaje się więc, idąc tym tropem rozważań, że prawdziwa data jego narodzin to 1788 lub 1789 r.

 

Emilia Cichocka z domu Bachmińska była byłą żoną adiutanta wojsk polskich Michała Cichockiego, więc w dniu zaślubin nosiła nazwisko opiekunów Konstancji Żwanowej i jej brata z dziecięcych lat.

 

Świadkiem na ślubie był Kazimierz Żwan, syn Konstancji Żwanowej, czyli de facto nieślubny wnuk królewski.

 

Wszystko zamyka się więc w wąskim, skoligaconym kręgu, do którego należało miejsce zamieszkania Gładkowskich. Raczej wątpimy, by dotyczyło to samych Gładkowskich.

 

Rzucamy w ten sposób światło na życie towarzyskie, klientelę Domu Szanieckiego i atmosferę salonów Warszawy.

W świetnie zachowanych metrykach warszawskich znajdują się informacje o innych dzieciach Konstancji Cichockiej i Karola Żwana oraz akty ślubu i zgonu najbardziej znanego Kazimierza.

 

Konstancja Salomea Gładkowska otrzymała imiona po matce chrzestnej i matce rodzonej. Założyliśmy, że mogło to być zwyczajowo przyjęte.

 

Dla genealogów stanowi to element, na który warto zwrócić szczególną uwagę w badaniach.

 

Kariera zawodowa Andrzeja Gładkowskiego po 1810 r. według nas nabrała tempa. Koneksje z szanowanymi możnymi Warszawy sprzyjały mu.

 

Dlatego wykorzystał poręczenia Kalinowskiego i Szanieckiego, by kolejno nająć się w dystyngowanej roli murgrabiego najpierw u Feliksa Łubieńskiego w 1813 r., a następnie kontynuować zarząd w 1819 r. u Leonarda Maringe’a w willi przy ul. Zakroczymskiej.

 

Kajetan Kalinowski był blisko związany z interesami zawodowymi Feliksa Łubieńskiego.

W ten sposób dochodzimy do konkluzji, że to właśnie Kalinowski jest kluczem do powodzenia materialnego Gładkowskiego. Polecił go Szanieckiemu w 1810 r. oraz Łubieńskiemu w 1813 r.

 

Tylko protekcja Kalinowskiego mogła skierować Gładkowskiego do willi przy Zakroczymskiej.

Świadczy to o tym, że w 1813 r. mógł zarządzać nawet dwoma domami.

 

O zatrudnieniu w Domu Bielińskich w roli rządcy mówi metryka najmłodszego dziecka Gładkowskich, syna Andrzeja – Aleksandra Gładkowskiego z 1813 r.

 

Właścicielem pałacu byli hrabia Feliks Łubieński i jego żona Tekla z rodu Bielińskich.

 

Pałac został wybudowany w stylu rokokowym i był uznawany za jedną z piękniejszych budowli warszawskich XVIII w. Jego pierwszym gospodarzem i budowniczym zarazem był Franciszek Bieliński, stąd przez całe istnienie gmachu aż do 1895 r. nazywano go Pałacem Bielińskich lub Domem Bielińskich.

 

Położenie przy ul. Królewskiej pod nr hipotecznym 1066 potwierdzają dokumenty archiwalne oraz ryciny i fotografie.

Cenne opracowanie stanowi dzieło Krzysztofa Toma pt. „Kamienica pod Geniuszem”, w którym jednak tytuł zaczerpnięto od nazwy innej rezydencji położonej nieopodal.

 

Przy tej okazji należy zdementować powtarzaną informację, jakoby Gładkowski był burgrabią na Zamku Królewskim. Zlepek słów może wprowadzić niejeden nieoczekiwany błąd w biografii postaci.

 

Rezydencję odziedziczyła córka Tekli Bielińskiej, posługująca się herbem „Junosza”, która w 1782 r. poślubiła Feliksa Łubieńskiego, późniejszego ministra sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego.

 

Była pisarką i odebrała francuskie wychowanie. Hrabia zaś, jak jego biogram sugeruje, potrafił odnaleźć się w zawiłej rzeczywistości historycznej.

 

Zaszczyty i ordery zdobywał zarówno u boku władz polskich, jak i zaborczych.

Feliks herbu „Pomian” urodził się w Minodze koło Olkusza, a zmarł w Guzowie koło Żyrardowa w 1848 r. Został pochowany w Wiskitkach.

Z drugiego małżeństwa z Teklą doczekał się dziesięciorga dzieci. Utrzymywał kontakty towarzyskie i gospodarcze w całym kraju oraz posiadał dobra w wielu regionach.

 

W wyniku zawirowań politycznych i włączenia rodzinnych ziem do zaboru pruskiego odsprzedał je, zamieniając na dobra guzowskie.

Był jednym z aktywistów Powstania Kościuszkowskiego, a podczas funkcjonowania Księstwa Warszawskiego wprowadzał na ziemiach polskich Kodeks Napoleona – tyleż intuicyjnie, co skutecznie – tak pożyteczny do dziś zarówno w prawodawstwie, jak i genealogii.

Tekla zmarła nagle w 1810 r. w Krakowie.

 

Częsta nieobecność Feliksa w pałacu każe przypuszczać, iż w takiej sytuacji stanowisko murgrabiego czy burgrabiego zyskiwało z czasem na znaczeniu.

 

Administrator ten był zmuszony podejmować coraz więcej samodzielnych decyzji.

Rządca to być może mniej stosowane określenie zakresu czynności, lecz kiedy porównamy je z zarządcą, to właśnie ono najpełniej oddaje zakres obowiązków Gładkowskiego.

 

O ile początkowo nie miał dostępu do skarbonki pałacowej, o tyle po śmierci żony pracodawcy sytuacja mogła ulec zmianie.

Łubieński utrzymywał stałe relacje z przemysłowcami, a więc również w tym kręgu Andrzej pozawierał znajomości.

 

Niezastąpionym dla nas źródłem wiedzy są „Pamiętniki Łubieńskiego”, wydane w 1876 r., zredagowane przez Władysława Chomętowskiego, znajdujące się obecnie w Bibliotece Śląskiej w Katowicach.

 

Rozwój kariery politycznej Feliksa Łubieńskiego, zięcia Franciszka Bielińskiego, każe przypuszczać, że warszawska rezydencja była przez niego traktowana jako miejsce prowadzenia interesów oraz działalności patriotycznej, kulturalnej i prawodawczej, związanej ze wzmacnianiem idei Księstwa Warszawskiego.

 

Był on w gronie deputowanych witających 18 grudnia 1806 r. Napoleona w Warszawie.

 

Na kartach „Rocznika Żyrardowskiego” znaleźliśmy liczne dowody na wzorową postawę patrioty Łubieńskiego, którego biogram może służyć za przykład pełnych poświęcenia działań na rzecz zachowania polskości.

 

Można się też przekonać, jak silne miał oparcie dla swoich działań w żonie Tekli, choćby przy tworzeniu kolekcji bibliotecznych, wspieraniu działalności wydawniczej i powołaniu drukarni rządowej. Zamieszkiwanie przy centralnie położonej późniejszej ulicy Marszałkowskiej stanowiło niezaprzeczalny przywilej.

 

Wiele wskazuje na to, iż od 1813 r., kiedy Feliks Łubieński opuścił Warszawę w „noc upadku Księstwa Warszawskiego”, postanowił udzielić schronienia w swojej rezydencji ludności żydowskiej. Gładkowskiemu przyszło więc zarządzać życiem społeczności tyleż roszczeniowej, co dobrze zorganizowanej i wyodrębnionej, która bywało, że przysłużyła się niepodległościowym interesom Rzeczypospolitej.

 

Kodeks Napoleona nadawał równe prawa polityczne mieszkańcom, uzależniając je jednak od posiadanego majątku. Fakt, że skorzystali z oferty w „Łubieńszczyźnie”, zaprzecza temu przepisowi, ale mógł być wyjątkiem.

 

Coraz lepiej sytuowani Żydzi, radząc sobie z utrzymaniem rodzin, regularnie opłacali Gładkowskiemu czynsz. Fakty te każą jeszcze raz spojrzeć na karierę Andrzeja Gładkowskiego.

 

Łubieński zatrudnił doświadczonego murgrabiego w chwili rozterki i ważnych decyzji życiowych, chcąc oddać w dobre ręce kwestie utrzymania swojego pałacu. Wynika z tego, że Gładkowski zajmował niezwykle wysoką pozycję w rezydencji, doglądając znacznego majątku podczas nieobecności gospodarza.

 

Sytuacja zmienia się jednak, jeśli przyjmiemy, że Andrzej trafił do pałacu dopiero w 1813 r., kiedy Łubieński wyjechał na stałe z Warszawy. Jego potomkowie poszli w ślady przedsiębiorczego ojca. Wśród synów i córek byli bankier, szwoleżer, ziemianie i fabrykant. Niewykluczone, że Gładkowski składał raporty jednemu z nich.

 

Niezależnie od przyjętej interpretacji, rzeczywistym patronem sukcesów Gładkowskiego pozostawał Kajetan Kalinowski. To on polecił go Szanieckiemu i Łubieńskiemu, otwierając mu drogę do kolejnych awansów.

 

Zasadniczym wątkiem jest wykonywana przez Andrzeja Gładkowskiego profesja. Stanowisko murgrabiego bądź burgrabiego określało status społeczny jego i rodziny.

 

Stałe przebywanie w otoczeniu osób zamożnych, możliwość bycia w centrum wydarzeń pałacowych oraz zdobywanie kontaktów wśród ludzi z różnych sfer stwarzało możliwości znacznie większe niż te, które mieli zwykli mieszczanie zajmujący się rzemiosłem czy służbą.

Różne znaczenia terminu „murgrabia” powodują, że należy zastanowić się nad zakresem obowiązków Gładkowskiego. Zarządzał domem i jego organizacją, służbą oraz utrzymaniem porządku. Dotyczyło to zarówno kamienicy, w której mieszkał, jak i pałacu, w którym pełnił swoją funkcję.

 

Prawdopodobnie negocjował dostawy artykułów spożywczych, wyposażenia kuchni, a być może również mebli. Z pewnością odbierał zamówienia i nadzorował ich realizację. Nie wiadomo natomiast, czy zajmował się finansami.

 

Był najwyższym rangą pracownikiem obsługi pałacu. Nie zasiadał przy stole z właścicielami, lecz pozostawał osobą odpowiedzialną za funkcjonowanie całej rezydencji.

 

Co niezwykle ważne, murgrabiowie wywodzili się zwykle ze stanu szlacheckiego. Możni pilnowali bowiem, by otoczenie ich domów odpowiadało określonym standardom pochodzenia i reputacji.

 

Za Andrzejem Gładkowskim musiała więc stać opinia niepodważalna.

 

Wydaje się, że w 1819 r. Andrzej Gładkowski wszedł w ostatni etap swojego życia z podniesionym czołem. Zapewne liczył, że będzie to spokojna jesień jego życia.

 

W tym samym roku Jan Szaniecki został radcą województwa krakowskiego, co mogło być jednym z powodów sprzedaży nieruchomości Leonardowi Maringe’owi.

 

Polska młodzież warszawska wychowywana była wówczas według wzorców francuskich. Znajomość języka francuskiego i wszechstronna edukacja należały do cech środowisk wyższych warstw społecznych.

 

Gładkowski służył wcześniej w Domu Bielińskich. Tekla Łubieńska biegle władała językiem francuskim i wychowywała swoje dzieci zgodnie z francuskimi wzorcami kulturowymi. Nawet jeśli bezpośredni kontakt Gładkowskich z rodziną Łubieńskich był ograniczony, wpływ tych środowisk musiał być zauważalny.

 

Po 1815 r. dawny Pałac Lubomirskich przy Zakroczymskiej 15 przeszedł w ręce Francuza Leonarda Maringe’a.

Gładkowski znał rezydencję i jej zwyczaje od podszewki. Posada u Maringe’a była wyjątkowo atrakcyjna. Jawił się jako doświadczony plenipotent, znający tajniki zawodu i posiadający szeroką sieć kontaktów.

 

Maringe skutecznie budował swoją pozycję w środowisku warszawskich przedsiębiorców. W jego domu pracowali m.in. murgrabia, stróż, stangret i dwie kucharki, a dzieci kształcili prywatni nauczyciele.

 

Szczególne uznanie przyniosła rodzinie działalność charytatywna – wspieranie ubogiej młodzieży oraz prowadzenie internatu dla osób starszych.

 

Leonard Maringe był o trzynaście lat młodszy od Andrzeja Gładkowskiego. Nie miało to znaczenia dla hierarchii domowej, jednak można przypuszczać, że doświadczenie Gładkowskiego przesądziło o powierzeniu mu nadzoru nad służbą i administracją.

Po śmierci Maringe’a „Kurier Warszawski” pisał:

„Ilu miał życzliwych śp. Maringe, dowiódł wczoraj smutny obrzęd pogrzebu zwłok jego. Obywatele Warszawy na swych barkach nieśli trumnę, którą liczny orszak otaczał”.

 

Można przypuszczać, że Andrzej Gładkowski należał do grona osób darzących swojego pracodawcę szacunkiem.

Sam zmarł jednak dwadzieścia lat wcześniej i mógł pełnić funkcję zarządcy Domu Maringe’a najwyżej przez sześć lat
– od 1819 do 1825 r.

 

Kolejnym ważnym dokumentem jest akt małżeństwa najstarszej córki Andrzeja Gładkowskiego – Klementyny.

Dowiadujemy się z niego, że ojciec był obecny przy ślubie córki. Mieszkała ona przy ul. Zakroczymskiej 1857, co stanowi kolejny dowód na zamieszkiwanie rodziny Gładkowskich w tej właśnie rezydencji.

 

W 1825 r. Andrzej Gładkowski zmarł. Według aktu zgonu był „rodem z Warszawy”. Najbardziej naturalna interpretacja tego zapisu wskazuje, że właśnie tam się urodził.

 

Zmarł 10 marca 1825 r. w domu przy ul. Zakroczymskiej 1857. Miał 56 lat.

Świadkami zgłaszającymi zgon byli:

  • Wojciech Jagiełło – pisarz mieszkający pod tym samym adresem,
  • Jakub Ząbkowski – szynkarz.

 

Akt sporządził urzędnik stanu cywilnego Bonifacy Szperliński.

 

Z dokumentu wynika, że pozostawił żonę oraz dzieci. Wiadomo jednak, że część informacji dotyczących wieku członków rodziny zawiera błędy, co było zjawiskiem częstym w ówczesnych aktach.

 

Przyczyną śmierci były suchoty, czyli gruźlica. Była to jedna z najczęstszych chorób XIX wieku. Rozprzestrzeniała się łatwo drogą kropelkową, a medycyna nie dysponowała skutecznymi metodami leczenia.

 

W przypadku Andrzeja trudno wiązać chorobę z ubóstwem czy złymi warunkami mieszkaniowymi. Możliwe natomiast, że występowała pewna podatność rodzinna, gdyż także jego rodzice zmarli stosunkowo wcześnie.

Śmierć murgrabiego musiała być dla rodziny poważnym ciosem.

 

Interesujących informacji dostarcza akt małżeństwa córki Konstancji Gładkowskiej. W odniesieniu do Andrzeja użyto określeń:

  • Wielmożny
  • Obywatel

 

Nie były to przypadkowe tytuły.

„Wielmożny” oznaczał nie tylko osobę szanowaną, ale również dostatecznie zamożną.

„Obywatel” mógł oznaczać zarówno mieszkańca stolicy posiadającego prawa obywatelskie, jak i osobę cieszącą się określonym statusem społecznym.

 

Nie było to normą w realiach zaborowych.

 

Na podstawie zgromadzonych źródeł autorzy przyjmują następującą rekonstrukcję kariery Andrzeja Gładkowskiego:

  • ok. 1800–1806 – fabryka powozów Dangla,
  • 1807–1810 – folwark lub młyn Kalinowskiego,
  • 1810–1825 – willa przy Zakroczymskiej u Szanieckiego i Maringe’a,
  • 1813–1819 – Dom Bielińskich u Łubieńskich.

 

Przed 1813 r. mógł już służyć przy ul. Królewskiej, jednak brak pewnych informacji dotyczących charakteru pełnionej funkcji.

Jedno pozostaje niewątpliwe – zdobył doświadczenie pozwalające zarządzać równocześnie dwiema prestiżowymi nieruchomościami.

 

Gładkowski zarządzał zarówno rokokowym Pałacem Bielińskich przy ul. Królewskiej, jak i barokową rezydencją przy ul. Zakroczymskiej. Były to obiekty należące do najbardziej reprezentacyjnych budowli Warszawy swojej epoki.

 

Odległość między Zakroczymską 15 a Królewską wynosiła około 3,2 km. Do pracy mógł docierać dorożką, które funkcjonowały w Warszawie od końca XVIII wieku.

 

Interesujący szczegół pojawia się w akcie sporządzonym w 1831 r. Na podstawie aktu urodzenia córki Konstancji zapisano nazwisko ojca jako Głodkowski, a nie Gładkowski.

 

Nie wiadomo, czy był to zwykły błąd pisarski, czy też ślad dawnej ewolucji nazwiska. Dla genealogów stanowi to ważną wskazówkę badawczą.

 

Andrzej Gładkowski jawi się jako człowiek przedsiębiorczy i ambitny. Wiele wskazuje na to, że musiał pokonać liczne przeszkody, zanim osiągnął wysoką pozycję społeczną.

 

Analiza jego życia pokazuje, że umiejętność poruszania się pomiędzy środowiskiem mieszczańskim a arystokratycznym zapewniła rodzinie stabilność, bezpieczeństwo i względnie dostatnie życie.

 

Tym większa szkoda, że los ten został przerwany przez chorobę i śmierć w stosunkowo młodym wieku.

Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:

ANDRZEJ GŁADKOWSKI – WYWÓD GENEALOGICZNY O OJCU KONSTANCJI - Jarosław Chęcielewski, Kinga Chęcielewska

 

Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduję się w powyższym dokumencie.

 

Informacje

Copyright 2022

Muzeum Historyczne Skierniewic

 

Projekt i wdrożenie: Przemysław Sarzyński