Dokumenty dotyczące początków historii rodziny naszego bohatera można znaleźć w Węgleszynie k. Kielc. To tam urodził się jego dziadek, również Stefan. Utrzymywał się z roli, ale był także organistą w węgleszyńskim kościele pw. św. Andrzeja Apostoła.
Wraz ze swoją żoną Aleksandrą z Binkiewiczów mieli piątkę dzieci: Helenę, Aleksandra, Władysława, Mieczysława i Juliana – ojca „Murzynka”. Dwudziestoośmioletni Julian Drążkiewicz zawarł 12/25 września 1909 r. w Częstochowie związek małżeński z dziewiętnastoletnią Martą Eugenią z Płońskich.
Julian mieszkał wówczas w Warszawie i był pomocnikiem maszynisty Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, natomiast Marta, urodzona na warszawskich Bielanach, mieszkała wraz z rodzicami (Wincentym i Julianną z Wielowiejskich) w Częstochowie.
Następny ślad rodziny odnajdujemy w Łodzi, gdzie 22 kwietnia 1925 r. urodził się Stefan Janusz Drążkiewicz. Jego ojciec był już w tym czasie samodzielnym maszynistą kolejowym, a matka nauczycielką. Oprócz syna mieli również córkę Zofię.
Rodzina mieszkała przy ul. Radwańskiej 69, niedaleko dworca kolejowego Łódź Kaliska, miejscu pracy ojca. W 1932 r. Stefan, używający w rodzinie drugiego imienia Janusz, rozpoczął naukę w szkole powszechnej im. Stefana Żeromskiego.
W 1935 r. rodzina zmieniła miejsce zamieszkania na pobliskie nowo wybudowane osiedle na Polesiu Konstantynowskim, w sąsiedztwie łódzkiego Parku Ludowego. Murowane bloki zlokalizowane były pomiędzy ulicami: Srebrzyńską, Jarzynową i al. Unii Lubelskiej. Była to wówczas nowoczesna zabudowa zarówno pod względem funkcjonalności, jak i architektury.
Mieszkania były widne, z balkonami, posiadały kuchnie ze spiżarniami oraz łazienki. W latach trzydziestych było to jedno z najnowocześniejszych osiedli w Łodzi. W planach miało zostać uzupełnione kinem z kawiarnią i czytelnią, stacją opieki nad matką i niemowlęciem (tzw. Kropla Mleka), szkołą powszechną dla chłopców, szkołą powszechną dla dziewcząt, szkołą wieczorową, przedszkolem i administracją.
Niestety wybuch wojny przerwał te śmiałe zamierzenia. Można się domyślać, że rodzinie żyło się dostatnio, na co pozwalały zarobki ojca, maszynisty kolejowego w kwocie ok. 400–600 zł miesięcznie, oraz matki nauczycielki – ok. 200 zł miesięcznie. W tym samym czasie robotnik zarabiał ok. 130 zł, a służba domowa czy gospodynie otrzymywały średnio miesięcznie tylko 21 zł.
Rodzina mieszkała najpierw przy ul. Srebrzyńskiej 83, a następnie przy al. Unii Lubelskiej 18/5 na tym samym osiedlu. Po śmierci ojca „Murzynka”, który zginął w wieku 58 lat w wypadku kolejowym w styczniu 1939 r., uposażenie rodziny znacznie się obniżyło. Matce trudno było zapewnić dzieciom poprzedni poziom życia.
Stefan uczęszczał do państwowego gimnazjum przy ulicy Pierackiego 11, dzisiaj Roosevelta. W roku szkolnym 1939/40 miał rozpocząć naukę w klasie III. Niestety plany matki dotyczące wykształcenia dzieci zniweczyła wojna, która doświadczyła Łódź już 2 września nalotami bombowymi.
Niemieckie lotnictwo zbombardowało m.in. stację Łódź-Kaliska i pobliskie domy mieszkalne przy ul. Karolewskiej, w niedalekiej odległości od mieszkania Drążkiewiczów. Mieszkańcy starali się chronić w nielicznych schronach, rowach przeciwlotniczych i piwnicach domów.
Dnia 5 września nastąpiła ewakuacja łódzkich urzędów i instytucji. Równocześnie rozpoczęła się masowa ucieczka mieszkańców, kierujących się szosą brzezińską w stronę Warszawy. Dnia 9 września do Łodzi wkroczyły wojska niemieckie.
Czternastoletni wówczas Stefan wraz z siostrą i matką pozostali w mieście, próbując przeczekać pierwsze tygodnie okupacji. Dnia 16 września władzę nad miastem objął niemiecki Komisarz Miasta Albert Leister. Najwyższą władzą administracji cywilnej w Łodzi był wówczas Zarząd Cywilny przy dowództwie 8. Armii Niemieckiej.
Początkowo Łódź została wcielona do Generalnego Gubernatorstwa, ale już 9 listopada ogłoszono włączenie miasta do III Rzeszy w ramach tzw. Kraju Warty (Wartheland). Wkrótce zmieniono dotychczasową nazwę miasta. Zamiast niej pojawiło się Litzmannstadt, nazwane na cześć Karla Litzmanna, pruskiego generała, bohatera tzw. bitwy łódzkiej z czasów I wojny światowej.
Herbem miasta przestała być łódka, a została nim podwójna swastyka na niebieskim tle. Większość ulic w mieście zmieniła nazwy na niemieckie. Ulica Piotrkowska stała się Adolf Hitler Strasse, plac Wolności zamienił się w Deutschland Platz, a al. Unii Lubelskiej, przy której mieszkali Drążkiewiczowie, przemianowano na Sport Allee.
Przestały ukazywać się polskie gazety, zamarło życie kulturalne i oświatowe, a matka Stefana jako nauczycielka straciła pracę. Wraz z wcieleniem w granice III Rzeszy następował systematyczny proces germanizacji.
Władze okupacyjne rozpoczęły usuwanie Polaków z mieszkań. Dnia 11 grudnia 1939 r. wyrzucono z osiedla na Polesiu Konstantynowskim pierwsze rodziny. Kolejnych kilkanaście wygnano w noc sylwestrową. Największa akcja wysiedleńcza została przeprowadzona w dniach 14–15 stycznia 1940 r., kiedy to hitlerowcy wysiedlili ok. 5 tysięcy pozostałych mieszkańców osiedla.
Wszystko odbywało się nocą. Mieszkańców budzono waleniem w drzwi. Do mieszkań wchodzili volksdeutsche pełniący funkcje tłumaczy wraz z uzbrojonymi Niemcami, nakazując zaskoczonym rodzinom opuszczenie mieszkań. Dawano im 15–20 minut na ubranie się i zabranie najpotrzebniejszych rzeczy.
Na osobę dorosłą przypadało 200 złotych gotówką i 25 kilogramów bagażu, na dziecko połowa limitu. Nie wolno było zabierać złota, kosztowności, papierów wartościowych, pościeli, mebli i bagażu na wózkach. Kazano wszystko zostawić na potrzeby III Rzeszy.
Wygodne i w pełni wyposażone domy wraz z dobytkiem czekały na nowych mieszkańców. Byli nimi urzędnicy niemieccy z terenów III Rzeszy oraz Niemcy sprowadzeni z krajów nadbałtyckich, Besarabii, Bukowiny oraz Wołynia.
Drążkiewiczowie wraz z innymi wyruszyli w mroźną noc. W „makabrycznym marszu przez całą Łódź”, jak pisała w swoich wspomnieniach siostra „Murzynka” Zofia Stochwicz-Wizner z d. Drążkiewicz, stłoczono ich w dawnej fabryce tkanin Gliksmana przy ul. Łąkowej 4, gdzie znajdował się Centralny Obóz Przesiedleńczy (Durchgangslager I der Umwandererzentralstelle Posen, Dienststelle Litzmannstadt).
Na dziedzińcu wysiedlonych rejestrowano, a następnie pędzono do nieogrzewanych pofabrycznych hal, w których przeprowadzano segregację. Dzieci o nordyckich rysach przeznaczano do germanizacji, a sprawne i młode osoby wywożono na przymusowe roboty w głąb Rzeszy.
Pozostałych wywożono na tereny znajdujące się w granicach Generalnego Gubernatorstwa i zasiedlano nimi powiaty: opoczyński, piotrkowski, łowicki, skierniewicki oraz Podkarpacie.
Mieszkania pozostawione przez Polaków zostały zaplombowane. Władze niemieckie zagroziły śmiercią każdemu, kto złamie zakaz wchodzenia do opuszczonych mieszkań.
Mimo tego zakazu czternastoletni wówczas Stefan wraz ze swoim kuzynem Wiesławem Płońskim (późniejszym żołnierzem AK ps. „Wilczek”) przekradli się przez ogrodzenie obozu, wrócili do swoich zaplombowanych mieszkań i na dziecięcych sankach przewieźli część pozostałego dobytku, który mogli załadować do babci Płońskiego, p. Łuczakowej.
Babcia dała im woreczek ugotowanych ziemniaków i cebuli. W obozie przy ul. Łąkowej panował głód, a prowiant, który przywieźli, wystarczył na kilka dni. Udało im się również odzyskać tak potrzebne dokumenty osobiste rodziny, w tym metryki urodzin i legitymacje.
Była to chyba pierwsza samodzielna akcja chłopców przeciwko hitlerowcom. Te młodzieńcze działania Stefana pozwalają zrozumieć, dlaczego w późniejszym, niestety krótkim, dorosłym życiu był tak odważnym i nieugiętym człowiekiem.
Po trzymiesięcznym pobycie w obozie Drążkiewiczowie zostali wraz z pozostałymi wysiedlonymi wywiezieni nocą w wagonach towarowych do Starachowic. Inni łodzianie trafili m.in. do Opoczna i Radomia.
Po przybyciu do Starachowic zostali załadowani na chłopskie furmanki i rozwiezieni do pobliskich wsi. Niestety nie jest znana nazwa miejscowości, w której zostali ulokowani, ale siostra Stefana pamięta, że zamieszkali u pp. Nowaków, którzy okazali się „wspaniałymi, serdecznymi ludźmi, z którymi przyjazne kontakty przez wiele lat utrzymywała nasza matka”.
Przed ulokowaniem „modliliśmy się, żeby trafić na dobrych ludzi”. Okazało się, że rodzina Nowaków modliła się o to samo.
Po około miesiącu siostra Stefana, Zofia, pożyczyła pieniądze i przewiozła rodzinę do Skierniewic. Przenosiny najprawdopodobniej podyktowane były znalezieniem kontaktu z solidarną bracią kolejarską, która zawsze wspierała się nawzajem bez względu na zajmowane stanowiska. Gościny użyczyła im również kolejarska rodzina maszynisty Wacława Giernatowskiego, mieszkająca przy ul. Bielańskiej 35.
Pod koniec 1940 r. Stefan został zarejestrowany jako pracownik szpitala, a niedługo później przyjął go do swojej kancelarii adwokackiej mecenas Zygmunt Jasiński.
Mając szesnaście lat, wstąpił do konspiracyjnej Komendy Obrońców Polski (KOP), będącej jedną z pierwszych podziemnych organizacji w okupowanym kraju, powstałej już pod koniec września 1939 r. Komenda Obrońców Polski powstała z inicjatywy oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza. Stąd symboliczna zbieżność skrótów KOP.
Utworzony jako pierwszy Okręg Warszawski szybko stał się głównym ośrodkiem konspiracji. Komenda Główna mieszcząca się w Warszawie dzieliła się na Wydział Bezpieczeństwa, Wydział Wywiadu, Wydział Bojowy, Wydział Informacji, Wydział Propagandy, Wydział Akcji Kobiet i Wydział Kolejowy, który odegrał dużą rolę w tworzeniu zrębów konspiracji skierniewickiej.
Teren Skierniewic podlegał Zygmuntowi Malanowskiemu ps. „Turkus”. Grupa, którą dowodził, obejmowała swoim działaniem Warszawę oraz m.in. Skierniewice, Żyrardów, Łowicz, Kutno i Grójec.
Głównym zadaniem Wydziału Kolejowego było przemycanie ludzi oraz przesyłek przez granice Generalnej Guberni. Punktem kontaktowym dla kolejarzy był lokal przy ul. Częstochowskiej w dzielnicy Ochota, niedaleko dworców: Zachodniego i Głównego.
Wkrótce w ramach wydziałów rozpoczęto tworzyć podstawowe grupy bojowe składające się z trzech trzyosobowych patroli oraz dowódcy. W KOP bardzo szybko rozpoczęto pracę z młodzieżą. Objęto działaniem organizacyjnym młodzież od 12 do 18 lat. Stąd tak szybkie przyjęcie w struktury organizacji 16-letniego wówczas Stefana Drążkiewicza.
Głównym celem było przeciwdziałanie rosnącej demoralizacji młodzieży, potęgowanej przez niemiecką propagandę. Organizowano nauczanie oraz inspirowano młodych ludzi do samokształcenia.
Wydawano dla młodzieży pismo „Orlęta”, które było głównym materiałem propagandowym oprócz pisma „Polska Żyje”. Wydział Propagandy wydawał także inne gazetki, jak „Biuletyn Radiowy”, „Chłopski Bój” i „Wici”, kierowane do mieszkańców wsi. W Małopolsce ukazywały się „Komunikat OP”, „Polska Walczy”, na Śląsku „Mściciel” i „Leć Orle Biały”.
Polacy bardzo wysoko oceniali działalność propagandy KOP, która miała szeroki kolportaż m.in. poprzez Wydział Kolejowy.
Skierniewicki oddział KOP został utworzony przez kolejarza Zygmunta Kempińskiego ps. „Boruta”, w którego gospodarstwie mieściła się siedziba Oddziału Sabotażowo-Dywersyjnego (ul. Mazowiecka 5, obecnie Partyzantów).
Bardzo szybko zorganizował on podstawową komórkę ze swoich kolegów: Jana Jakubowskiego, Henryka Bernata, Zygmunta Gorzkowskiego, Tadeusza Kowalskiego, Witalisa Krzyżanowskiego i Wincentego Strumidło.
Wkrótce organizacja rozrosła się do ok. dwudziestu osób, a 26 lutego 1942 r., czyli w momencie scalenia z Armią Krajową, wprowadziła w jej struktury aż 380 zaprzysiężonych, dobrze wyszkolonych konspiratorów.
W początkowym okresie skierniewicki KOP zajmował się kolportażem i propagandą. Osobą odpowiedzialną za te działania był wnuk powstańca styczniowego Gracjan Brzostek ps. „Piguła”, właściciel restauracji w Skierniewicach.
Niestety już w marcu 1940 r. Gestapo wpadło na ślad KOP w Toruniu, w Okręgu Pomorskim. Aresztowania i brutalne śledztwa doprowadziły do rozbicia konspiracji pomorskiej, ale skierowały się również do Warszawy.
Gracjan Brzostek został aresztowany w Warszawie w czerwcu 1941 r. i uwięziony na Pawiaku, gdzie był członkiem więziennej straży ogniowej. Przewieziony następnie do Oświęcimia i rozstrzelany 14 czerwca 1943 r. jako nr 18173 pod Ścianą Śmierci. Osierocił żonę i syna. W długim śledztwie nie wydał towarzyszy broni. Szczęśliwie na nim urwał się trop prowadzący do Skierniewic.
W tym samym czasie w mieście sprawnie działał Wydział Kolejowy zajmujący się również sabotażem. Kolejarze wsypywali do układów jezdnych wagonów proszek korundowy zacierający hamulce, piasek do panewek osi, przepalali paleniska parowozów, nie rozgarniając w nich węgla.
W 1941 r. w ramach Komendy Obrońców Polski powstał Oddział Sabotażowo-Dywersyjny, kierowany najpierw przez por. Wiklinę Borowskiego ps. „Boleszczyc”, a następnie, zdecydowanie najdłużej, przez por. Jerzego Gójskiego ps. „Doliwa”.
Pierwszymi żołnierzami oddziału byli: Stefan Ciesielkiewicz „Cichy”, Edward Kostusiak „Kostek”, Tadeusz Kowalski „Roztropny” i Wiesław Ryk „Andrzej”. To oni do końca okupacji stanowili trzon najstarszych i najbardziej doświadczonych konspiratorów.
Oddział miał za zadanie prowadzenie bieżącej walki zbrojnej, jak również zdobywanie broni oraz sprzętu wojskowego. Szybko zwiększała się liczebność żołnierzy.
W takich warunkach w 1941 r. do oddziału został przyjęty szesnastoletni Stefan Drążkiewicz, który obrał sobie na potrzeby konspiracji pseudonim „Murzyn”, nawiązujący do jego dość wydatnych warg. Niemniej jednak przez starszych kolegów nazywany był zdrobniale „Murzynkiem”.
Podobnie jak każdy z żołnierzy, na ręce swojego dowódcy por. Gójskiego złożył przysięgę:
„Wstępując w szeregi Obrońców Polski, przysięgam Bogu i Ojczyźnie: rozkazy władz organizacyjnych dokładnie i ochoczo i bez wahania wypełniać, tajemnic organizacyjnych nikomu dobrowolnie ani pod przymusem nie zdradzić, sprawie wyzwolenia Ojczyzny służyć aż do ostatecznego zwycięstwa. Tak mi dopomóż Bóg.”
W odpowiedzi usłyszał:
„Kolego! Przyjmuję Was w szeregi Obrońców Polski. Przed chwilą złożyliście przysięgę. Za złamanie grozi wielka odpowiedzialność przed władzami organizacyjnymi, a jeszcze większa przed Bogiem.”
Przeżycia łódzkiej gehenny z lat 1939–1940 pozostawiły głęboki ślad w psychice młodego człowieka, który w każdej akcji przeciw Niemcom wykazywał wysokie zaangażowanie.
Po odbytym szkoleniu i przebywaniu wśród doświadczonych kolegów „Murzynek” stał się jednym z najlepszych żołnierzy oddziału. W codziennym życiu skromny, łagodny i koleżeński, zmieniał się w trakcie akcji bojowych w zdecydowanego, doskonałego strzelca o pewnej ręce i oku.
Wiedząc, że Komenda Podokręgu Zachodniego przywiązywała szczególną wagę do węzła skierniewickiego, często sam, na własną rękę podejmował akcje przeciwko Niemcom, za co był dyscyplinowany przez dowódcę.
Rozbrajał Niemców, wrzucał na wagony towarowe zapalniki z opóźnionym zapłonem, których wybuch następował wiele kilometrów poza terenem Skierniewic. Mieszkając na skierniewickich Bielanach, tuż przy linii kolejowej, miał wiele okazji do uprzykrzania życia okupantowi.
Bielany, położone w bezpośredniej bliskości Puszczy Bolimowskiej, były terenem, na którym mieszkało wielu żołnierzy z Oddziału Łączności i Ochrony Sztabu podch. Kazimierza Markiewicza „Pika”. Miał wśród nich kolegów, m.in. mieszkającego niedaleko na sąsiedniej ul. Nowobielańskiej, starszego o rok Leszka Żelechowskiego ps. „Sokół”, dowódcę drużyny gońców.
Czasami zresztą brał udział „gościnnie” w akcjach i tego oddziału. Z Leszkiem Żelechowskim zaprzyjaźnił się dość szybko z powodu bliskości zamieszkania, podobnych charakterów, a także spotkań ojca Leszka – Stanisława, kolejarza, kolegi z pracy p. Giernatowskiego, u którego mieszkali Drążkiewiczowie.
Skierniewicki obwód „Sroka” wchodził w skład Podokręgu Zachodniego „Hallerowo” w ramach Obszaru Warszawskiego ZWZ-AK. Dowodzony był w trakcie okupacji kolejno przez czterech komendantów:
Składał się z komórek organizacyjnych i oddziałów. Komórkami były: propaganda i kolportaż, referat taktyczno-szkoleniowy, wywiad i kontrwywiad, łączność i współpraca z władzami cywilnymi, kwatermistrz oraz oficer broni.
Oddziałami w sensie bojowym były:
Wchodzący w skład AK Oddział Sabotażowo-Dywersyjny w trakcie okupacji przeprowadził liczne akcje przeciwko Niemcom. W wielu z nich brał udział Stefan Drążkiewicz.
Najbardziej znane i opisane przez byłych żołnierzy to:
Często bywało, że poszczególne oddziały obwodu współpracowały ze sobą. Przykładem może być akcja na gimnazjum Oddziału Specjalnego, w której „Murzynek” był wolontariuszem wypożyczonym z Oddziału Sabotażowo-Dywersyjnego. Miała ona na celu zlikwidowanie polakożercy, niemieckiego kierownika szkoły oraz zdobycie broni (9 IV 1944).
Kilka z nich pozostało długo w pamięci jego kolegów i żyjących wówczas skierniewiczan. Relacja Tadeusza Maćkowiaka ps. „Juhas”:
„Murzynek” wszedł do samochodu na platformie wagonu stojącego na stacji. Wyrzucił mapy i inny sprzęt wojskowy. Był ubrany po cywilnemu, ale miał swastykę wpiętą w klapę. W tym momencie pociąg ruszył w kierunku Warszawy. „Murzynek” w trakcie jazdy wyrzucał stojącym dróżnikom buty i bieliznę znalezioną w samochodach. Powrócił po trzech dniach z teczką pełną pistoletów. Podszedł do przyglądających się mu Niemców, wyjął papierosa i poprosił o ogień. Niemcy usłużnie podali, widząc swastykę w klapie.
Dla młodego człowieka najtrudniejszy był jednak udział w likwidacjach Niemców i donosicieli. Znane są przynajmniej dwa wyroki Sądu Podziemnego Państwa Polskiego na osoby z aparatu okupanta, dające się szczególnie we znaki skierniewiczanom, które wykonał „Murzynek”. Były to likwidacja agenta Gestapo operującego wśród młodzieży oraz najgłośniejsza akcja na Kurta Rittera, kierownika Arbeitsamtu.
Tekst zawiera fragmenty opracowania pt.:
STEFAN DRĄŻKIEWICZ PS. „MURZYNEK” – MŁODY SKIERNIEWICKI BOHATER - Kostusiak Andrzej, Stępowski Jacek
Więcej informacji o opisanej osobie wraz ze spisem źródeł znajduję się w powyższym dokumencie.